MURAKAMI BIEGNIE

         

Najpopularniejszy na Zachodzie pisarz japoński brał udział w dziesiątkach maratonów i kilku triatlonach. Zdjęcia rozebranego do pasa starszego mężczyzny pokonującego kolejne kilometry (a tak najczęściej w mediach występuje Haruki Murakami) kłócą się z naszym wyobrażeniem literata – intelektualisty. W ni to pamiętniku, ni to zbiorze esejów „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” Murakami przedstawia jednak swoją filozofię biegów na długich dystansach. Zaczął biegać w wieku 33 lat: „Wciąż byłem młody, choć nie byłem już młodzieńcem. W tym wieku Jezus umarł na krzyżu. (…) Ten wiek to być może życiowe rozstaje”. W odróżnieniu od gier zespołowych czy sportów Walku (nastawionych na rywalizację) biegi długodystansowe nastawione są na cel, który postawił przed sobą biegacz: „Maratończycy zrozumieją, o co mi chodzi. (…) biegacz (…) nawet jeśli nie pobije rekordu, jaki przed sobą postawił, czerpie satysfakcję z tego, że bardzo się starał – odkrywszy może po drodze coś ważnego na swój temat – wówczas już samo to jest osiągnięciem niosącym pozytywne emocje, które przechowa w sobie do następnego biegu.” W tym właśnie los długodystansowego biegacza podobny jest do losu artysty – zawsze samego ze swoim dziełem. Pomysł, aby w procesie tworzenia z kimś rywalizować, z definicji wydaje się absurdalny. Bo jak i z kim? Czy można chcieć napisać powieść lepszą od utworów Dostojewskiego albo czy można chcieć namalować obraz lepszy od dzieł Rembrandta?

 

W ten sposób długodystansowy bieg staje się też metaforą życia dojrzałego (i spełnionego). Człowiek, który szuka swojej wartości, porównują się z innymi, wpada w rozpacz (kiedy czuje się gorszy) lub pychę. Oba stany wyniszczają jednostkę. Siłę dają zaś te momenty, gdy człowiek (biegacz i artysta) odnajduje sam swoją wartość. Bieg jest dla Murakamiego rodzajem kontemplacji znanej zresztą duchowym mistrzom Wschodu: „O czym myślę, biegnąc? Zazwyczaj zadają mi to pytanie ludzie, którzy nigdy nie biegali na długich dystansach. (…) Nie mam zielonego pojęcia. Kiedy jest zimno, chyba myślę o tym, że jest mi zimno. I o tym, że jest mi gorąco w gorące dni. Kiedy jestem smutny, myślę trochę o smutku. Kiedy jestem wesół, myślę trochę o radości”. W innych sytuacjach rozproszony człowiek współczesny oddycha - nie czując powietrza, je i pije - nie doznając smaku potraw i napojów. Podczas wysiłku biegacz – podobnie jak w akcie twórczym artysta – konfrontuje się ze spotykającym go złem: „Kiedy jestem niesprawiedliwie (przynajmniej ze swojego punktu widzenia) krytykowany (…) idę pobiegać trochę dłużej niż zwykle. (…) Biegnąc dłużej, znów zdaję sobie sprawę, jak jestem wątły i jak ograniczone są moje możliwości. (…) Jeśli czuję gniew, kieruję gniew ku sobie. (…) Przyswajam po cichu wszystko, co mogę, i oddaję to później światu”. Równie znaczące są momenty kryzysu (fizycznego i twórczego) – ból, złość i zniechęcenie ogarniają każdego biegacza i

 

artystę (a Murakami sugeruje, że te dwie postacie są figurami każdego człowieka): „Po dobiegnięciu na metę i upływie pewnego czasu zapominam o całym bólu i rozpaczy i zaczynam planować, jak osiągnąć jeszcze lepszy czas w kolejnym biegu (…). Sądzę, że niektóre procesy nie pozwalają na żadne modyfikacje. (…) Uff!” Książka dostępna w szkolnej bibliotece.

         

 

 

Kategoria: Książki