Reportaż

         

W podobnej - jak nasz gość – sytuacji znalazła się Dorota Kozińska, autorka reportażu „Dobra pustynia”. Przez kilka miesięcy uczyła angielskiego na północy Afganistanu. Jej spotkaniu z odmiennym światem towarzyszą sprzeczne emocje. Z jednej strony lęk Europejki oraz – oczywisty sposób – niepogodzenie z rolą, jaką kobiecie narzuca tradycja islamu: „kładąc się spać, wciąż miałam w ustach mdły posmak pierogów oblanych sosem, w którym lichy olej i jogurt walczyły o lepsze z czosnkiem, kolendrą i sokiem z cytryny. Obudziłam się z krótkiego snu przerażona, że nie podołam, zapomnę języka w gębie, nie zniosę narzuconej mi z dnia na dzień roli stworzenia bez płci i tożsamości. Istoty obcej kulturowo, z trudem tolerowanej przez mężczyzn, dopuszczonej do świata kobiet pod warunkiem przestrzegania obowiązujących w nim reguł”. Z drugiej jednak strony czuje, że sama budzi lęk. Odczuwa dumę (żeby nie powiedzieć pychę „kolonizatora”): „Miałam też uczyć dorosłe kobiety, którym czarna noc talibów zabrała najpiękniejsze chwile dojrzewania. Latami zamknięte w domach (…), skrzywione lękiem, ze podzielą los rówieśnic – upokarzanych, bitych, palonych żywcem przez niekochanych mężów. (…) Miałam je wszystkie zarazić swoją zachodnią pogodą ducha, odemknąć im okienko na świat”. Te emocje stopniowo odpłyną. Wraz z poznawaniem nowego świata nadpłyną nowe – odmienne i dojrzałe (bo Kozińska pisze o swojej przemianie w kategoriach dojrzewania).

 

Przyjaźń z goszczącym ją gospodarzem – głęboka (niemalże siostrzano-braterska), ale do końca nigdy nie nazwana. Czułość i tkliwość wobec córek gospodarza, innych uczennic, potem też wobec uczniów, innych kobiet i dzieci, zwierząt, biednych budynków, przedmiotów (ręcznie wiązanych dywanów), krajobrazów („dobrej pustyni”). Nowa świadomość przychodzi wraz ze zrozumieniem, że ograniczenia, którym podlega jednostka w tym świecie, wynikają nie z jego zła, ale z licznych konieczności: „Ze strachu. Z potrzeby wejścia we wspólnotę. Z poczucia odpowiedzialności. (…) Już nie chcę być sama. Zasypia we mnie instynkt podróżnika, który chce wszędzie dotrzeć na własną rękę. Poddaję się. Wprowadźcie mnie w swój świat.” W tym świecie „przestrzeganie parda” (zasady, że istnieje zasłona oddzielająca światy mężczyzn i kobiet) „może być źródłem zarówno wyzwolenia, jak i udręki. (…) Zasłona narzucona siłą staje się symbolem zniewolenia i hańby. Zaciągnięta rozmyślnie – jest tylko znakiem przynależności do płci”. Za tą zasłoną – w świecie kobiet – Kozińska zawiązuje (w tym podczas wiązania dywanów) relacje intymnej bliskości, których nie mogą doświadczyć w swoim świecie mężczyźni. Pisząc o doświadczeniach swojego towarzysza – nauczyciela informatyki, zauważa: „Ku zaskoczeniu nas obojga świat kobiet miał mi znacznie więcej do zaoferowania niż jemu świat mężczyzn. 

 

(…) Poczucie izolacji doskwierało mu coraz bardziej. (…) Tymczasem kobiety (…) troszczyły się o mnie bezustannie. Uczyły tradycyjnego haftu uzbeckiego, wyciągały na najświeższe plotki do sąsiedniego gospodarstwa, malowały od stóp do głów henną, pozwalały psuć kolejne rządki dywanu nieudolnie wiązanymi węzłami.” Książka dostępna w szkolnej bibliotece.

         

 

Kategoria: Książki