W CHWILI PRÓBY

         

Powieść „Ludzie Julya” Nadine Gordimer (południowoafrykańskiej laureatki Nagrody Nobla z 1991 roku) została skonstruowana jak pułapka. Po pierwsze w pułapce znalazła się rodzina Smalesów, którzy podczas zamieszek zwiastujących upadek systemu apartheidu zdecydowali się uciekać do wioski ich wieloletniego służącego, Julya. Odcięci od informacji, w lęku o życie swoje i trójki dzieci, oczekują w miejscu odciętym od świata na dalszy rozwój wydarzeń. Bam i Maureen Smalesowie są parą liberałów. Ze wstrętem odnosili się do systemu segregacji rasowej. Żyli w przekonaniu o swojej otwartości, starając się traktować Julya bez rasistowskich uprzedzeń. I dopiero teraz – stopniowo i z oporami – uświadamiają sobie sens swojej postawy. Wcześniejsze gesty życzliwości wobec Julya służyły raczej ich dobremu samopoczuciu niż zmianie systemu. Dzięki nim czuli się lepsi od otwartych rasistów. Jednak sam fakt, iż mogli dokonywać wyboru postawy zaświadcza, że funkcjonowali w ramach systemu. Ich dominacja nie podlegała dyskusji – ani wtedy, gdy pozwalali swojemu służącemu korzystać z ich garderoby czy toalety, ani wtedy, gdy nie pozwalali mu mówić o sobie „moi państwo”, ani wtedy, gdy pozwalali mu przyjmować w ogrodzie ich domu znajomych, ani wtedy, gdy komplementowali jego uczciwość. Prawa, które obowiązywały w świecie stworzonym dla białych, Smalesowie uważali za naturalne i powszechne. Na tym

 

polega postawa kolonizatora (mimo iż Smalesowie zaprzeczali, aby jej ulegli). Teraz odwraca się porządek dominacji. To Smalesowie stają się zależni od Julya (ratującego ich życie, pozwalającego im zamieszkać w chacie swojej matki, ich tłumacza i żywiciela). W wiosce Julya sytuacja się diametralnie zmienia. Żadna postawa nie jest oczywista, albo raczej oczywiste są postawy inne od tych, które wcześniej uważali za naturalne i powszechne: „Wszystko zrozumiała, chociaż nie pojmowała ani słowa. Zrozumiała, czym musiał się stać, i zdała sobie sprawę, że oszukiwała samą siebie, by mógł pozostać jej wyobrażeniem o nim. Lecz dla Julya być inteligentnym, uczciwym i godnym w jej oczach nie znaczyło nic. Jego wartość szacowali inni ludzie żyjący w innym miejscu. Wypowiadał po angielsku to, co należało do języka angielskiego.” Smalesowie reagują stereotypowo, próbując utrzymać swój status. Swoją uprzywilejowaną pozycję traktują jak normę a nie efekt rasistowskich uprzedzeń. Zachowania Julya wobec nich są co najmniej równie życzliwe jak ich wcześniejsze zachowania wobec służącego. Ale równocześnie ograniczają ich swobodę (na przykład poruszania się) i zmieniają prawa (na przykład dotyczące własności). Smalesowie postawieni zostają w tej samej sytuacji, w której Czarni trwali przez wieki. To budzi w nich lęk i gniew, bezsilność i nienawiść… Powieść dostępna w szkolnej bibliotece.

 

 

 

Kategoria: Książki