Artykuł

  ZAPUSTY

         

Tradycyjnie w tłusty czwartek samorząd szkolny postanowił nas utuczyć pączkami – w rewanżu trochę informacji o innych staropolskich zwyczajach… Współcześnie wszyscy wiemy, co oznacza termin karnawał, lecz kto jeszcze używa pięknego, staropolskiego słowa „zapusty”? Zapusty (lub inaczej mięsopusty) to okres zimowych balów, maskarad, pochodów i zabaw. Rozpoczyna się najczęściej w dniu Trzech Króli, a kończy we wtorek przed Środą Popielcową, która oznacza początek Wielkiego Postu i oczekiwania na Wielkanoc. Kiedyś obchodzono zapusty głośno i hucznie. Wówczas to jedzono i pito ponad zwykłą miarę. Po dworach, miastach, a niekiedy i w wiejskich karczmach rozbrzmiewała muzyka, szły tany, słychać było wesołe, specjalnie na mięsopusty przystosowane frantowskie piosenki. Ponadto odbywało się wiele specjalnych zabaw. Po wsiach zaczynały ponownie chodzić turonie, niedźwiedzie i wilki. Mieszczanie i szlachta gustowali natomiast w maszkarach, czyli w zakładaniu masek. Biedniejsza szlachta zabawiała się na kuligach. W ostatnich dniach karnawału kilku znajomych szlachciców porozumiewało się między sobą. Wyjeżdżali na sankach lub wózkach razem z rodziną do najbliższego sąsiada, żądając od niego jedzenia i picia. W tej wędrówce towarzyszyła im także czeladź. Wypróżniwszy piwnicę zabierali gospodarza z rodziną oraz służbą i ruszali do następnego dworu; w ten sposób objeżdżano wiele wsi, by zakończyć eskapadę w miejscu, z którego wyruszono. Ówczesna literatura piękna, a nawet historiografia przedstawiały kuligi jako wesołą zabawę, będącą wyrazem szlacheckiej jowialności i gościnności. W rzeczywistości nie zawsze tak bywało. Jeśli kulig organizowali magnaci, to istotnie charakteryzował się on zbytkiem, przesadną gościnnością, urozmaicały go bale i zabawy oraz efektowna iluminacja. Kuligi urządzała jednak najczęściej biedna szlachta i zabawę tę traktowano przede wszystkim jako pretekst do objadania i opijania sąsiadów. Inicjatorami jej byli nieraz intruzi, których unikano, starając się wyjechać lub zaszyć przed nimi w jakimś odległym folwarku. W zależności od okolic z zapustami wiązały się różnego rodzaju zabawy. Pospólstwo krakowskie np. zabawiało się hucznie na tzw. combrze (do tradycji tej nawiązują współczesne, np. babskie combry), organizowanym w tłusty

 

czwartek przez krakowskie przekupki, które najmowały muzykantów i zebrawszy sporo trunków i wiktuałów tańczyły na miejskim rynku. Podczas tańca potrząsały one nad głowami gałęziami z choiny, obwieszonymi skorupami z jaj. Siłą wciągały do tańca przechodniów, a kto nie chciał hulać, musiał się okupić. Bardzo urozmaicony przebieg miały zapusty w bogatym Gdańsku. Tamtejsze cechy (organizacje rzemieślników jednej specjalności) i gildie (stowarzyszenia kupieckie) wykazywały w organizowaniu ich wiele pomysłowości, np. szyprowie prezentowali tradycyjny taniec marynarski z obnażonymi mieczami. W roku 1637 ze względu na wypadki, jakie miały miejsce w czasie tych występów, rada zabroniła tańca z mieczami na ulicach, rezerwując go dla domu cechowego. W praktyce jednak ów zakaz nie był przestrzegany. Przez miasto przeciągały barwne pochody, w trakcie których inscenizowano obrazy z życia poszczególnych cechów. W dużych miastach największą karnawałową atrakcją były liczne bale i przyjęcia. W Gdańsku urządzano je we Dworze Artusa, w domach cechowych, w prywatnych mieszkaniach patrycjuszowskich. Po sutym poczęstunku rozpoczynano tańce i zespołowe gry towarzyskie. Gdański karnawał słynął w całej Polsce, nic też dziwnego, że w XVII wieku w tamtejszych zabawach karnawałowych uczestniczyli nawet królowie, tłumnie ściągała też na nie szlachta. W końcu XVIII wieku najsłynniejsze bale karnawałowe urządzano w Warszawie. Magnaci, patrycjat miejski dawali uczty, na które spraszano dziesiątki, a nawet setki biesiadników. Bal poprzedzała wykwintna kolacja, a po niej „maski wpuszczano". Tego rodzaju hulanki urządzał także plebs miejski. Czeladź organizowała specjalne zabawy, na które zapraszano nawet córki mistrzów. Czeladnicy musieli jednak czuwać, by były one stale „obtańcowywane". Kto pozwolił swej tancerce podczas tańca stać, płacił karę. Na zabawach grzmiała muzyka, szły tany i rozbrzmiewały rozmaite pieśni. Szczyt zabawy następował w ostatki, czyli w tzw. kuse dni. W miastach i wsiach pojawiali się przebierańcy. Bogate niewiasty charakteryzowały się na Cyganki, Żydówki, wieśniaczki. W miastach można było jrzeć chłopców poprzebieranych za zbójników (w Krakowie zakładali oni papierowe kołpaki, które ozdabiali długimi wstęgami). W bogatszych mieszczańskich i

        

uszlacheckich domach we wtorek wieczorem jeden z dowcipniejszych biesiadników przebierał się za księdza, zakładał koszulę (miała ona symbolizować komżę), stawał na stołku owiniętym wokół materiałem, niby na ambonie i wygłaszał kazanie, czyli pełne dowcipów i dykteryjek przemówienie, w którym żegnał zapusty. Pod koniec zabawy stawiano tzw. podkurek, to jest kolację składającą się z jaj, mleka oraz śledzi, która miała symbolizować przejście od mięsopustnych do postnych potraw. Zabawa kończyła się o północy. Ostatki to czas zabawy, ale w historii Polski mamy przykład bardzo tragicznego wydarzenia, do którego doszło w tak nietypowych okolicznościach. Oto świt 8 lutego 1296 roku. Zaśnieżoną, leśną drogą podążało kilku jeźdźców. Wiedli ze sobą ciężko poranionego człowieka. Jego stan był tak poważny, że dalsza jazda wydawała się niemożliwa. Po krótkiej naradzie ranny został, więc pozostawiony w lesie a jego towarzysze zniknęli na horyzoncie. Po kilku minutach, pozostawiony sam sobie, ranny mężczyzna skonał. Ten mężczyzna to Przemysł II, pierwszy król Polski od czasów Bolesława Śmiałego. Dzień przed śmiercią król Przemysł bawił się na turnieju rycerskim. Jak domyśla się wybitny historyk Benedykt Zientara, ostatki były zapewne nadzwyczaj huczne, skoro nie zauważono obcych ludzi, wkradających się do dworu królewskiego. Zaskoczony we śnie przez zbirów (najprawdopodobniej Brandenburczyków) król chwycił za broń, ale został ranny; pijana straż łatwo dała się obezwładnić. Napastnicy zamierzali pierwotnie uprowadzić Przemysła, ale ponieważ - z powodu znacznego upływu krwi - nie rokował nadziei na doprowadzenie do miejsca przeznaczenia, porzucili go po drodze. 

 

 

 

  Inspiracje z przeszłości

         

W ramach Staszicowych Dni Kultury i Nauki odbyła się konferencja „Inspiracje z przeszłości”. Chętni uczniowie mogli podzielić się z innymi tym z szeroko rozumianej przeszłości, co w jakiś sposób wydało im się ważne i inspirujące ich do czegoś w życiu. Oprócz wysłuchiwania wystąpień referentów uczestnicy konferencji mogli wziąć udział w licznych dyskusjach, z czego chętnie korzystali. Tematyka wystąpień była bardzo różnorodna, co miało na celu podkreślenie wielowątkowości wpływu przeszłości na nasze życie. Swoje referaty przedstawili: Jakub Borek z klasy 2f („O mitach w historii na przykładzie husarii i bitwy pod Monte Cassino”), Dominik Pyka z klasy1b („Historia pewnej pani. O eutanazji”), Bogdan Gulba z

 

klasy 2f („Pismo neogotyckie”), Paweł Kańtoch z klasy 3f („Bohater romantyczny na przełomie XX i XXI w.”), Paweł Wach z klasy 2f („Dlaczego Aleksander Macedoński nazywany jest Wielkim?), Mateusz Pawlinski z klasy 2f („Machiavelli – pragmatyczny patriotyzm?”),prof. Michał Sporoń („Lalki dekonstruują świat”), prof. Marcin Kupka („Historia języka angielskiego”), Michał Sypko z klasy 3b („Jeepform”). Żaden z tematów nie został wyczerpany, co uwidoczniły dyskusje otwierające kolejne zagadnienia. Mamy nadzieję, że nie tylko konferencja ta zaspokoiła pewną ciekawość, ale do niej jeszcze bardziej pobudziła. Konferencję prowadził Mateusz Pawlinski a zorganizowali - Mateusz Pawlinski i prof. Paweł Superat.

       

 

 

 

 

  WIELKIE ODKRYCIA

         

Przebywając w auli naszej szkoły 11 lutego, można było na chwilę przenieść się w inny wymiar czasowy i przestrzenny. To dzięki klasie II B, która swoich młodszych kolegów z klas Ic i Id wprowadziła w tajniki Wielkich Odkryć i związanych z nimi konsekwencji, które wpłynęły na rozwój wielu dziedzin nauki a także na przemiany życia codziennego ludzi na wszystkich kontynentach. Przygotowany pod opieką p. Marleny Karnówki projekt interdyscyplinarny przybliżył wybrane, spektakularne wydarzenia z ostatniego tysiąca lat, ukazywane w urozmaicony sposób, z wykorzystaniem różnych form przekazu. Oto na pierwszym stanowisku można było obejrzeć Specjalne Wydanie Wiadomości TV, w całości poświęcone ekspansji terytorialnej Wikingów w X-XI w. w Europie i Ameryce Północnej. Dociekliwemu reporterowi wywiadów udzielili: Harald Sinozęby, Mieszko I (Dago) oraz anonimowy wódz Indian z terenów dzisiejszego New Hampshire. Analizy ich wypowiedzi dokonywał zaproszony do studia ekspert, wyjaśniający m.in. wpływ Wikingów na dietę autochtonicznych mieszkańców Ameryki Północnej (mleko), na rozwój żeglugi dalekomorskiej. Nieco poważniejszym tematem dyskusji był określenie wpływu na powstawanie i rozwój takich struktur państwowych jak Anglia i Ruś Kijowska (Ruryk miał być założycielem tego państwa i pierwszej dynastii – Rurykowiczów). Po sporej dawce średniowiecznych informacji zapraszano do zagłębienia się w świat XV- i XVI-wiecznych odkrywców i konkwistadorów.

 

Uczniowie studiowali posąg Krzysztofa Kolumba, szukając informacji z jego bujnego życiorysu, zapoznawali się z mapą Subkontynentu Indyjskiego, aby zlokalizować na nim najważniejsze miasta (znacznie większe i nowocześniejsze niż współczesne im europejskie metropolie), poznawali nazwy najcenniejszych przypraw i ich producentów, śledzili trasy handlowe ówczesnego świata. Tuż obok można było wysłuchać pasjonującej ballady o morskich wojażach największych podróżników swego czasu ilustrowanej przedstawieniem teatrzyku kukiełkowego. Wiele było w tym refleksji, z jednej strony nad rolą przypadku w dziejach, z drugiej nad motywami, które kierowały Europejczykami. Co sprawiło, iż ryzykowali własnym życiem, podążając w nieznane – idee, chęć niesienia religii i kultury, budowanie potęgi i prestiżu swojego Królestwa, chciwość, ciekawość świata? Zaś na następnym stanowisku w ramach specjalnie przygotowanej oferty biuro podróży proponowało podróż śladami wielkich odkrywców – głównie Jamesa Cooka, wzdłuż, wszerz i dookoła XVIII-wiecznego świata - wycieczki objazdowo-pobytowe po terenach Południowo-Wschodniej Azji, Indonezji, Australii i Oceanii. Uczniowie klas pierwszych mogli nie tylko śledzić trasy morskie, lecz również zapoznawali się z warunkami naturalnymi i specyfiką życia biologicznego tych rejonów. Na zakończenie - najdłuższa podróż w dotychczasowych dziejach ludzkości – XX-wieczne wyprawy w przestrzeń kosmiczną. Ta część projektu była podzielona na dwie części.

       

Pierwsza w dość lekkiej, humorystycznej formie przybliżała fakty związane z amerykańsko-radzieckim wyścigiem w kosmos (nie można zapomnieć o podtekście politycznym, np. wpływie zimnej wojny). Uczniowie najpierw oglądali film o bohaterskiej Łajce, potem skecz prezentujący postać pierwszej kobiety-kosmonautki Walentynie Tierieszkowej (bohaterki ZSRR, nadal cieszącej się ogromną popularnością wśród Rosjan). Ostatnia część poświęcona była ukazaniu wpływu podróży kosmicznych na rozwój najnowocześniejszych technologii (IT, TV i łączności satelitarnej) i upowszechnieniu wynalazków, bez których nie potrafimy wyobrazić sobie współczesnego świata.

 

 

 

 

 

  OPOWIEDZ MI O ...

         

Justyna Warda z klasy 1a zdobyła pierwszą nagrodę w zorganizowanym przez Śląskie Centrum Wolności i Solidarności, Radio Katowice, katowicki oddział IPN i Uniwersytet Śląski konkursie „Babciu, dziadku, opowiedz mi o czasach stanu wojennego”. Zadaniem uczestników konkursu było nagranie relacji z wybranym przez siebie świadkiem wydarzeń z lat 1981-1983 (a następnie zmontowanie słuchowiska i sporządzenie jego wersji pisemnej). Justyna przeprowadziła rozmowę ze swoim dziadkiem - Leonardem Wardą - oraz babcią - Haliną Wardą. Podstawą rozmowy był wspólnie opracowany scenariusz. Przygotowując się do jego stworzenia, Justyna musiała uporządkować wiadomości, o których przy różnych okazjach mówiło się w domu, ale nigdy w sposób tak przejrzysty i konsekwentny. Założeniem konkursu było przekonanie, że „historia każdego z nas zaczyna się w domu rodzinnym”. Z całą pewnością jest tak w domu Justyny, gdyż jej dziadek - pan

 

Leonard Warda - odegrał ważną rolę w tarnogórskich wydarzeniach z tamtych lat. Przez wiele lat był pracownikiem Fazosu, uczestniczył w sierpniowym strajku w 1980 roku. Ten strajk był szczególnie istotny, bo pokazywał władzom, że z postulatami zmian występują nie tylko robotnicy Wybrzeża, ale również Śląsk, który próbowano przeciwstawiać innym regionom Polski. Pod koniec 1981 roku pan Warda został wiceprzewodniczącym Komisji Zakładowej „Solidarności” w Fazosie. Moment próby przyszedł po wprowadzeniu stanu wojennego. W dniach od 14 do 17 grudnia Fazos strajkował i wcale nie było pewne, że nie zakończy się to pacyfikacją zakładu i tragedią (zwłaszcza że 16 grudnia doszło do masakry na Kopalni Wujek). Za współorganizowanie strajku pan Leonard Warda skazany na 3,5 roku więzienia i 2 lata pozbawienia praw publicznych - więcej:
http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/

      

Poznać szczegóły tej historii oraz docenić profesjonalizm pracy Justyny (i skromność jej dziadków) możecie, wysłuchując nagrania dołączonego do naszej informacji. Gratulujemy sukcesu.

WYWIAD

 

 

 

 

  SPOTKANIE Z OCALONYM

         

Kolejny raz uczennice i uczniowie Staszica wzięli udział w Marszu Żywych, organizowanym w Dniu Pamięci o Holokauście na terenie Muzeum Auschwitz – Birkenau. Tegoroczny marsz w szczególny sposób upamiętniał dzieci – ofiary Holokaustu. Przejście trzykilometrowej drogi pomiędzy obozami Auschwitz I oraz Auschwitz II-Birkenau ma być symbolicznym wyrazem zwycięstwa życia nad zaplanowaną na masową skalę śmiercią. Nieobojętni na dramatyczne losy polskich Żydów oraz zainteresowani najnowszą historią uczniowie

 

mogli też uczestniczyć w niezwykłym spotkaniu z panem Maksymilianem Epsteinem, który przetrwał uwięzienie w getcie w Łodzi, a następnie w obozach Auschwitz i Sachsenhausen. Dziś mieszka i pracuje naukowo w Stanach Zjednoczonych. Łącząc się przez sieć, opowiedział uczennicom i uczniom Staszica nie tylko o tragicznym losie swojej rodziny podczas II wojny, ale też o sile, która nie pozwala człowiekowi rezygnować z walki o własne szczęście oraz ambicji, dzięki której możliwy jest życiowy sukces.

 

  

 

 

  ROŚLINY W SŁUŻBIE LUDZKOŚCI - PROJEKT INTERDYSCYPLINARNY

         

Od wieków wykorzystujemy je zarówno w medycynie, jak i w technologii, budownictwie czy szeroko pojmowanej konsumpcji. Sprzyjają rozwojowi uczuć, stanowią tło i scenerię wydarzeń w utworach literackich. Naturalnie - rośliny! Ich wierną służbę w życiu człowieka staraliśmy się zauważyć i docenić podczas pracy nad klasowym projektem interdyscyplinarnym. Analizowaliśmy roślinne afrodyzjaki, „zielone motywy” w literaturze, rolę roślin w kuchni, modyfikacje organizmów roślinnych. Przez wiele dni pod opieką profesor Ireny Soboty-Piontek i profesor Justyny Buli zbieraliśmy informacje i materiały na temat roślin użytkowych. Część humanistyczną skonsultowaliśmy z profesor Aleksandrą Paszek. 16 stycznia w szkolnej auli mieliśmy przyjemność podzielić się efektami naszego przedsięwzięcia z pozostałymi miłośnikami przyrody, uczniami klas biologiczno-chemicznych, 1a i 3a.

 

Prezentacja najciekawszych gatunków zwieńczona została projekcją krótkiego filmu dotyczącego modyfikacji genetycznych roślin oraz degustacją egzotycznych herbat. Finałowym etapem projektu był wyjazd do gliwickiej palmiarni, będącej najstarszym obiektem tego typu w Polsce. Każdy z nas mógł poczuć się jak botanik na łonie dzikiej natury, przedzierając się poprzez rozległe pawilony tematyczne, począwszy od pawilonu roślin użytkowych, w którym czuliśmy się jak ryby w wodzie, przez pawilon tropikalny , historyczny, kończąc na pawilonie sukulentów, czyli roślin przystosowanych do życia w warunkach suchych. Szczególną atrakcją okazał się być nowo otwarty pawilon akwarystyczny, odkrywający przed nami sekrety podwodnego życia ryb polskich rzek , Amazonki, rzek Azji południowo-wschodniej, a także jeziora Tanganika. Stanęliśmy oko w oko z piranią , chwilę potem podziwiając

 

różnorodność kształtów i ubarwienia ryb akwariowych. Celem naszego projektu było rozwijanie umiejętności nauki poprzez aktywności inne niż „randka z podręcznikiem”. Doskonaliliśmy także pracę zespołową oraz przekonaliśmy się, iż ciekawość to pierwszy stopień do... ciekawej przygody.

  

 

  MAFIA PATRZY (PACZY?)

         

W ramach Staszicowych Dni Kultury i Nauki odbyło się dwugodzinne spotkanie na wspólnej zabawie. Chęć udziału zgłosiła przewyższająca limit liczba uczniów; same zajęcia miały zaś charakter integracyjny. Rozgrywka polegająca na rywalizacji dwóch frakcji: obywateli miasta i mafii ma swój przebieg w naprzemiennych fazach dnia i nocy. Przed jej rozpoczęciem zawodnicy dowiadują się, do której drużyny należą - w naszym wypadku posłużyły do tego karty, którym przyporządkowana była odpowiednia przynależność frakcyjna. Nocną porą, gdy wszyscy śpią, mafia rządzi w mieście, wskazując bez słów osobę, która rankiem ma zostać wyeliminowana. By urozmaicić naszą rozgrywkę, rozbudowaliśmy frakcję obywateli o postacie tzw. policjanta oraz uzdrowiciela. Oni również w trakcie nocy wykorzystują swoje umiejętności. Policjant raz na kolejkę może poznać przynależność frakcyjną dowolnego gracza,

 

natomiast uzdrowiciel wyznacza osobę, która - w wypadku wskazania do eliminacji przez mafię - zostaje oszczędzona… i noc może zakończyć się bez „krwawych żniw”. W ciągu dnia odbywa się dyskusja wszystkich graczy na temat poprzednich nocy, wyborów i wskazań pozostałych uczestników tudzież typuje się osobę, która może należeć do mafii. Wskazany zawodnik ma szansę na swoją obronę, lecz gdy nie przekona to graczy, zostaje wyeliminowany. Zwycięża drużyna, która osiągnie widoczną przewagę. Obywatele zwycięzcami zostają, gdy wyeliminują wszystkich przestępców, natomiast mafia wygrywa, gdy taka sama ilość graczy jest w obu frakcjach. Trzydziestu uczestników z klas pierwszych i drugich, podzielonych na dwie grupy, spędziło w przyjaznej atmosferze czas, wytężając zmysły i angażując w pełni swoją uwagę na pozornie nieistotnych szczegółach, by przyczynić się do zwycięstwa własnej drużyny.

 

W grze, w której liczy się spryt, skuteczny blef, zdolność panowania nad językiem (zarówno werbalnym jak i językiem ciała), obserwacja oraz analiza zachowań pozostałych uczestników, nasi uczniowie wykazali się umiejętnością korzystania z wszystkich tych cech dobrego „obywatela/członka mafii”. Dziękujemy uczniom za udział w zabawie oraz p. Annie Włodek i p. Marcinowi Kupce za opiekę nad spotkaniem.

  

 

  DĄB WYBICKIEGO

         

1 lutego rozpoczęło się głosowanie na Europejskie Drzewo Roku. Polskim kandydatem tego prestiżowego plebiscytu jest Dąb Wybickiego z Będomina, rywalizujący z dębami z Czech, Słowacji, Szkocji, Francji, Włoch i Walii, a także wiązem z Bułgarii, dziką gruszą z Węgier oraz topolą z Irlandii. Dąb Wybickiego rośnie obok Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie. Patron dębu - Józef Wybicki - urodził się w dworze, w którym znajduje się obecnie muzeum, gdy dąb miał już ponad sto lat. Pod drzewem Wybicki, jako mały chłopiec, słuchał opowiadań swojego ojca o udziale w wojnie w obronie króla Stanisława Leszczyńskiego. Kilkadziesiąt lat później, Józef sprzedał rodzinny majątek, bo Będomin po I rozbiorze Polski znalazł się w państwie pruskim.

 

Dwór przeszedł na własność niemieckiej rodziny Dehlweid, aż do chwili ucieczki przed Armią Czerwoną. W kilka lat po wyzwoleniu powstał tu Uniwersytet Ludowy im. Józefa Wybickiego, potem szkoła podstawowa, a od 1978 roku – muzeum. Od ponad trzydziestu lat dąb oglądają uczestnicy wycieczek szkolnych, rodzinnych, indywidualnych. Od 25 lat w jego okolicy organizowany jest Bieg Mazurka, a od 2005 r. – rekonstrukcja historyczna Batalii Napoleońskiej. W ubiegłym roku polski platan z Kóz zajął II miejsce. Powtórzmy ten sukces! Glosy oddawać można na stronie http://www.treeoftheyear.org/ Zawalczmy o miejsce na podium wspólnymi siłami - głosujmy!

 

 

  

 

  PRACA I MOC

         

Kolejne spotkanie z serii wykładów na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Śląskiego odbyło się 17 grudnia 2013 roku. Tym razem tematem była praca i moc. Uczniowie klasy 2f mieli okazję do udziału w licznych, ekscytujących doświadczeniach. W eksperymencie z piłką lekarską niesioną poziomo i lekką piłką wnoszoną po schodach przekonaliśmy się, że tragarz przenoszący przedmioty na równym terenie nie wykonuje w rzeczywistości żadnej pracy. Poznaliśmy maszyny proste typu dźwigni i równi pochyłej, takie jak wielokrążek, śruba czy dźwignia prosta, do której odnoszą się słynne słowa Archimedesa: „Dajcie mi punkt podparcia, a poruszę Ziemię”. Została nam przedstawiona postać genialnego Thomasa Younga, który jako pierwszy zaczął operować pojęciem energii. Zdefiniowaliśmy ją jako zdolność ciała do wykonania pracy i podzieliliśmy ją na energię kinetyczną (czyli energię związaną z ruchem), która dzieli się na postępową i

 

obrotową, oraz energię potencjalną (wynikającą ze sprężystości ciała lub siły grawitacji). Krótko omówiliśmy zasadę zachowania energii i wykonaliśmy mrożący krew w żyłach (ale całkowicie bezpieczny) eksperyment – swobodnie puszczona kula kręglowa na długim wahadle, powracając, zatrzymała się zaledwie kilka centymetrów od nosa naszego odważnego kolegi. Następnie zaprezentowane zostały nam inne rodzaje energii – elektryczna, akustyczna, cieplna i wynikająca z promieniowania. Na koniec pokazano nam odkrytą przez Micheala Faradaya zasadę indukcji elektromagnetycznej, według której względny ruch przewodnika i źródła pola magnetycznego powoduje przepływ prądu w obwodzie. Zostało również wyjaśnione oraz pokazane działanie prądnicy i silnika elektrycznego, opierających się na tej właśnie zasadzie.

 

 

 

  SUKCES MICHAŁA DECA

         

25 stycznia odbył y się w Katowicach zawody okręgowe XLIII Olimpiady Biologicznej. W całym kraju test pisało 616 uczniów, w województwie śląskim – 64. Michał Dec – uczeń klasy 3a (o rozszerzeniu biologiczno-chemicznym) został laureatem eliminacji okręgowych (zajmując 5 miejsce w województwie) i został przez komitet okręgowy zgłoszony do zawodów centralnych olimpiady. Michał Dec jest już finalistą etapu centralnego Olimpiady Geograficznej (został nim jako uczeń pierwszej klasy).

 

W roku szkolnym 2012/2013 dwoje uczniów Staszica – Katarzyna Pluta i Maciej Gaździk – zostało finalistami eliminacji centralnych XLII Olimpiady Biologicznej. Aby wziąć udział w zawodach olimpiady biologicznej, należy samodzielnie wykonać pracę badawczą i wykazać się wysokim poziomem wiedzy biologicznej. Pracę badawczą Michał Dec poświęcił tematowi „Zmienność morfologiczna liści buka pospolitego (Fagus sylvatica L.) na terenie gminy Tarnowskie Góry”. Gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów!