Artykuł

  ŚWIAT ZMYSŁÓW

         

Klasa 1c (matematyczno-fizyczna) odwiedziła w tarnogórskim muzeum wystawę zatytułowaną „Świat zmysłów”. Wystawa ma charakter interaktywny, tzn. tematyka wystawy jest prezentowana za pomocą doświadczeń wykonywanych samodzielnie przez widza (tzw. stanowiska hands-on). Celem wystawy jest przybliżenie widzom anatomicznych, fizjologicznych i fizycznych podstaw działania narządów zmysłów. Ekspozycja złożona jest z trzech części tematycznych. W części, którą nazwano „Receptory", zwiedzający mogą zobaczyć, jak zbudowane są poszczególne organy odpowiedzialne za odbieranie bodźców. Proste eksperymenty pozwalają na sprawdzenie, w jaki sposób funkcjonują ludzkie zmysły, m.in. prezentują zjawiska widzenia peryferyjnego, powidoku lub granice słuchu. Drugą część, „Mono czy stereo", stanowią modele prezentujące, jak bodźce płynące do mózgu z dwóch źródeł - dwojga oczu, dwojga uszu – zwiększają jego możliwości odbiorcze.

 

W trzeciej części, „Iluzje", na zwiedzających czekają triki optyczne. Każdy może sprawdzić swój refleks i poczucie równowagi, a także poddać się bodźcom powodującym złudzenia słuchowe i wzrokowe. Swoje wrażenia z wizyty na wystawie relacjonuje Paulina Kościarz z klasy 1c: „W czasie tej krótkiej wizyty przekonaliśmy się, że nasze zmysły nie są one nieomylne. Doświadczyliśmy wielu zadziwiających >>psikusów<< sprawianych nam przez nasze mózgi. Niewątpliwie najciekawszymi doświadczeniami były te, w których braliśmy czynny udział, jak na przykład sprawdzanie barwy własnego głosu. Mogliśmy też, za pomocą specjalnego >>stopera<< zmierzyć czas naszej reakcji na bodźce słuchowe i wzrokowe i porównać swoje wyniki z wynikami kolegów i koleżanek z klasy. Z pewnością wiele wynieśliśmy z tej lekcji. Wszystkim zainteresowanym polecamy wystawę, która gości w Sedlaczku do kwietnia br. W soboty wstęp wolny! Warto!”

      

 

 

 

 

 

  W ŚWIECIE WIEDŹMINA

         

13 marca mieliśmy okazję uczestniczyć w Tarnogórskim Centrum Kultury w spotkaniu z Arturem Ganszyńcem – absolwentem Staszica, scenarzystą i projektantem gier komputerowych. Artur Ganszyniec był głównym projektantem fabuły „Wiedźmina: gry komputerowej”, współtwórcą „Wiedźmina 2”. Obecnie zajmuje się projektowaniem gier mobilnych. Jest współautorem wielokrotnie nagradzanego „Puzzle Craft” i niedawno wydanego „Another Case Solved”. Na swoim koncie ma również projekt papierowej gry fabularnej „Wolsung”. Prowadzi zajęcia z projektowania gier na Politechnice Łódzkiej. Zob. - http://www.thefwa.com/ oraz  https://www.youtube.com/

 

W trakcie dwugodzinnej rozmowy Artur Ganszyniec przedstawiał zarówno techniczne, jak i artystyczne założenia procesu, w którym powstają gry komputerowe. Podkreślał wagę pracy zespołowej – gry są bowiem zawsze dziełem grupy współpracujących twórców (w przypadku gier mobilnych to kilka osób, w przypadku „Wiedźmina” – kilkaset). Mówił o źródłach swoich inspiracji, wskazując wagę eksperymentalnych i niszowych produkcji, które – mimo iż nie zdobywają masowej publiczności – tworzą język, jakim potem posługują się twórcy mainstreamowi. Jego zdaniem medium, którym się zajmuje, obecnie formuje swój język. Przypomina to pozycję filmu fabularnego przed stu laty, stąd tak twórczą i znaczącą rolę odgrywa dzisiaj zarówno inwencja twórców, jak i przypadek.

      

Przedstawiał również marketingowe rozwiązania stosowane przez twórców gier mobilnych. Podpytywany przez słuchaczy o swoją wizję rozwoju branży, przedstawiał różnorodne alternatywy, unikając jednak kategorycznych sądów (z uwagi na żywiołowość zachodzących w niej zmian).

 

 

 

 

  NA KOŃCU ŚWIATA

         

Antarktyda – najzimniejszy kontynent, o najwyższej średniej wysokości, położony wokół bieguna południowego, o powierzchni niespełna 14 mln km²; największy rezerwuar wody pitnej na ziemi, ląd najmniej poznany i najmniej odwiedzany przez człowieka. Otoczony Oceanem Południowym i górami lodowymi. Antarktyka – Antarktyda wraz z otaczającymi wyspami i morzami do około 62° S Właśnie w takie rejony przenieśliśmy się za sprawą p. Elżbiety Majchrowskiej w trakcie prelekcji o jej wyprawie naukowej w Antarktykę. Elżbieta Majchrowska, doktorantka na Wydziale Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego, już po raz kolejny odwiedziła mury swojej byłej szkoły, by podzielić się wynikami badań i wrażeniami, tym razem z pobytu w polskiej stacji badawczej im. Henryka Arctowskiego na wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych u wybrzeży Antarktydy. Głównym zadaniem pobytu na stacji były badania ekologiczne dotyczące obserwacji ptaków i ssaków morskich - stąd wiele wspaniałych zdjęć m.in. okazów fok i pingwinów zobaczyli uczestnicy spotkania.

 

Mogli też wziąć do ręki oryginalne pingwinie jajo przywiezione z Antarktydy. Nasza absolwentka opowiedziała o polskich stacjach badawczych w rejonie Antarktydy, o pierwszych zdobywcach kontynentu, którymi byli Roald Amundsen ( Norwegia ) i Robert F. Scott ( Wielka Brytania). Poznaliśmy też kilka ciekawostek o Polakach, którzy dotarli do Antarktydy jeszcze przed II wojną światową i tam prowadzili badania naukowe. Byli nimi Henryk Arctowski i Antoni Dobrowolski. Ich imieniem nazwano później stacje badawcze. Dziś czynna jest stacja im. H. Arctowskiego, druga być może zostanie odbudowana i uruchomiona ponownie. Oczywiście pobyt na stacji dał możliwość zaznajomienia się z warunkami środowiska: rzeźbą terenu, skałami, warunkami hydrologicznymi i klimatycznymi. Okazało się , że najbardziej uciążliwe w rejonie Antarktydy są silne i bardzo mroźne wiatry niosące opady śniegu. Któregoś dnia wiatr spowodowała niezłe zamieszanie w polskiej stacji… wyrwał drzwi i w momencie śnieg wdarł się do środka.

      

Każdy musiał chwycić za łopatę. Szybko minęły 2 godziny spotkania z polarniczką, tym bardziej miłe, że uczestnicy spotkania przygotowali słodki poczęstunek dla wszystkich. Już wkrótce zapraszamy na kolejne spotkania z podróżnikami.

 

 

 

 

  PLATYNOWY JUBILEUSZ

         

Ksiądz kanonik dr Herbert Jeziorski – absolwent naszej szkoły, znany duszpasterz, kaznodzieja, historyk Kościoła i oświaty tarnogórskiej – obchodził 16 marca 55-lecie przyjęcia święceń kapłańskich. Ksiądz dr Jeziorski urodził się w Starych Tarnowicach. W 1953 roku uzyskał świadectwo dojrzałości w Państwowym Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącym im. Księcia Jana II Opolskiego w Tarnowskich Górach (obecnie Staszic). Następnie studiował teologię na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz w Wyższym Seminarium Duchownym w Krakowie. 15 marca 1959 roku został wyświęcony przez biskupa Herberta Bednorza. Pracował w charakterze wikariusza w Gierałtowicach (1959-1962), Godowie (1962-1965), parafiach św. Filipa i Jakuba w Żorach (1965-1968) i św. Apostołów Piotra i Pawła w Tarnowskich Górach (1968-1969). Następnie pełnił funkcję rektora przy kościele św. Anny (1969-1973). Obronił dysertację doktorską i uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych na wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na podstawie pracy „Rozwój szkolnictwa na terenie powiatu tarnogórskiego 1922-1939".

 

Jest autorem kilkunastu książek i ponad 300 artykułów drukowanych w różnych czasopismach fachowych, pedagogicznych i lokalnych. W twórczości publicystycznej dał się poznać jako badacz dziejów ziemi tarnogórskiej. Badania naukowe ks. Jeziorskiego zaowocowały m.in. książką „Kościoły i parafie rzymskokatolickie na ziemi tarnogórskiej”. W latach 1973-1979 był proboszczem w parafii Bożego Ciała w Jankowicach. W 1979 roku został administratorem, a następnie proboszczem parafii Świętego Michała Archanioła w Bytomiu-Suchej Górze. Na emeryturę przeszedł w 2001r. Zamieszkał w rodzinnych Starych Tarnowicach. Ks. Herbert Jeziorski jest członkiem Rady Wydziału Duszpasterskiego, Sędzią Biskupiego Sądu Duchownego w Opolu, a od 2007 roku – Sądu Biskupiego w Gliwicach. Został odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Zasługi i Medalem Komisji Edukacji Narodowej – więcej: http://www.montes.pl/montes/

       

 

 

  KOMU SŁUŻYŁA INKWIZYCJA?

         

Uwagi z lektur przedstawia Patryk Marcinek z klasy 1c: „Wokół inkwizycji narosło wiele mitów. Między innymi taki, że była to silnie zhierarchizowana instytucja, która paliła niewinnych ludzi na stosach i topiła niewiasty, sprawdzając, czy są czarownicami. Postanowiłem przeczytać coś na ten temat. W moje ręce wpadło kilka książek. Jedna z nich została napisana przez człowieka zwanego „biczem na heretyków” - Bernarda Gui. Inne to dzieła Pawła Krasa i Christine Caldwell Ames. Książki te opisują inkwizycję papieską w średniowieczu. Inkwizytorzy przejęli obowiązki od biskupów, których zadaniem było nawracanie błądzących w wierze. Jeśli biskupowi nie udało się odszukać takiego heretyka, a zrobiły to władze świeckie, był on palony na stosie. W średniowieczu uważano, że władza pochodzi od Boga. Władzy świeckiej nie interesowało, czy oskarżony o herezję naprawdę sprzeciwia się Kościołowi i jego prawom. Uważali, że osoba ta podważa władzę króla, więc się jej pozbywali. Inkwizytorów powoływano głównie z zakonu dominikańskiego, w którym wiele uwagi poświęcano studiom teologicznym i filozoficznym. Nie mieli bezpośrednich przełożonych i nie była to oddzielna instytucja zajmująca się eliminowaniem wrogów politycznych Kościoła. Prawdą jednak jest, że prowadzili bardzo dokładne zapisy swojej pracy. Ich zadaniem było głoszenie kazań, a w przypadku herezji podjęcie starań w celu nawrócenia heretyka i zbawienia jego duszy.

 

W przypadku kiedy heretyk mimo wielkich starań inkwizytora nie wyrzekał się błędu, był on oddawany ramieniu świeckiemu i wtedy go palili na stosie (co i tak by się stało, gdyby inkwizycji nie było). Jednak spalenie jego ciała miało mu zagwarantować „odkupienie”. Inkwizytorzy wielką wagę przykładali do tej idei, albowiem palono także kości ludzi, którzy za życia byli heretykami (jeśli istniały na to dowody). Najcięższym wyrokiem, jaki mógł wydawać inkwizytor, było dożywotnie więzienie. Wyrok ten był stosowany, kiedy heretycy nawracali się nie z powodu zrozumienia swego błędu, lecz ze strachu przed śmiercią. Jednak najczęstszymi wyrokami były posty i udział we mszy świętej. Pokutujący musieli nosić specjalne szaty z naszytym krzyżem. Poważniejszymi pokutami były kilkuletnie więzienie i pielgrzymki do miejsc świętych. Zdarzało się, że inkwizytorzy zmniejszali długość wyroku, a czasem nawet wypuszczali pokutujących, kiedy byli jedynymi żywicielami rodziny. Również miejsce pielgrzymki mogło zostać zmienione na nie tak odległe, jeśli pokutujący był człowiekiem niedołężnym. Podsumowując, inkwizytorzy nie palili ludzi na stosach, nie wprowadzali własnego porządku na świecie, nie topili kobiet z czarnymi kotami. Głosili natomiast kazania nawracali i dbali o życie duchowe ludzi. Trzeba jednak podkreślić, że inkwizycja nie wyznawała wolności religijnej. Narzucała własne poglądy innym ludziom, używając w tym celu nie tylko perswazji, lecz również siły.

       

W dzisiejszych czasach takie zachowanie jest niedopuszczalne i gwałci co najmniej kilka praw, nie tylko moralnych. Jednak mentalność ludzka w średniowieczu w znacznym stopniu różniła się od dzisiejszej.” 

 

  MISTRZ Z AKWINU

         

Wykładu o Tomaszu z Akwinu, wielkim teologu, filozofie, dominikaninie mieli okazję wysłuchać zainteresowani uczniowie naszej szkoły. Wykład wygłosił współbrat zakonny św. Tomasza, o. Marek Domaradzki, dominikanin z Katowic. O. Marek dzielił się tym, co mu w myśli Tomasza imponuje. Dlaczego zatem Tomasz może imponować współczesnemu człowiekowi? O. Marek Domaradzki przywołał trzy argumenty – bo zbiera i łączy dotychczasową tradycję filozoficzno-teologiczną Kościoła, bo widzi i ogarnia całość, bo nie chce uwieść. O. Domaradzki podkreślił umiejętność słuchania drugiego człowieka jako istotną cechę osobowości i filozofii św. Tomasza. Podczas rozmowy, po wysłuchaniu adwersarza, zadaje Tomasz pytanie: „Czy ja dobrze rozumiem, że…” (i tu przywołuje pogląd swego rozmówcy). Czyni to w tym celu, by mieć pewność, że dobrze się zrozumiał i mówi się o tym samym. To, wbrew pozorom, nie jest takie oczywiste. Na takich dysputach polegała praktykowana na średniowiecznych uniwersytetach metoda scholastyczna.

 

Akwinata kładzie nacisk na afirmację dobra - szuka dobra we wszystkim (np. złodziej także chce dobra, gdyż posiadanie jest czymś dobrym - wybiera jednak złą drogę do tego celu). Wiąże się to doktryną łaski – „łaska bazuje na naturze”. Co to oznacza? Jeśli Bóg stworzył świat, wszelkie nasze pragnienia są dobre; nasza natura więc jest dobra. Człowiek – zdaniem tomistów - nigdy nie chce zła dla zła. Problem pojawia się, kiedy człowiek, chcąc dobra (obiektywnego), jakby „nie trafia do celu” - dąży do dobra subiektywnego, czegoś, co tylko wydaje mu się dobrem (ale nim nie jest obiektywnie). Taką sytuację nazywamy grzechem. Nie ma w etyce kazusów, typów. Kierować się mamy w moralności sumieniem, rozumem, mając na celu dobro. Katowicki dominikanin zakończył wykład przywołując słowa Tomasza wyrażające bliską mu myśl – „Szczytem poznania Boga jest odkrycie jego niepoznawalności”.

      

 

 

 

 

  ŻYĆ (NIE)WIARĄ

         

W tygodniu poprzedzającym rekolekcje wielkopostne naszą szkołę odwiedzili Krzysztof Sodowski i dominikanin ojciec Marek Domeradzki. Poniżej przedstawiamy dwie relacje z debaty „Żyć (nie)wiarą” – autorstwa Szymona Sarny (z klasy 3b) i prof. Pawła Superata. Szymon Sarna relacjonuje: „Krzysztof Sodowski już dwukrotnie spotkał się z uczniami naszego liceum na zajęciach z psychologii i filozofii. Natomiast z ojcem Markiem przyszło się nam zapoznać dopiero w dniu debaty, przed którą wygłosił wykład o św. Tomaszu z Akwinu. Nasi goście poruszyli temat wpływu wiary (jej braku) na życie człowieka. Można było przypuszczać, że spotkanie zakonnika z agnostykiem przerodzi się wyłącznie w spór. Jednak już na początku prowadząca spotkanie Julia Kostrzewa, cytując dominikańską maksymę („wierzę, że gdy moja droga przecina się z drogą drugiego człowieka, który też poszukuje, możemy zostawić coś w sobie nawzajem”), ukazała sens i ideę naszego spotkania. Dyskusja opierała się więc przede wszystkim na uważnym słuchaniu adwersarza, czego w naturalny sposób wymagała dziedzina debaty. Goście opowiadali o doświadczeniach, które wpłynęły na ich obecną postawę i o tym jak przejawia się jej reprezentowanie w życiu codziennym. Obydwaj zgodzili się, że dobre życie i postępowanie znaczy wiele więcej niż głoszenie wartości i zasad bez poparcia ich działaniem. Pytania o sposoby wyrażania własnego światopoglądu, religijności wobec innych pokazały, jak rzadko i trudno rozmawia się nam o wewnętrznych przekonaniach. O ile osoby duchowne robią to niejako naturalnie, to osoby świeckie często nie widzą takiej potrzeby lub też nie chcą poruszać takich tematów. Tego dnia było jednak inaczej a odmienne spojrzenia na kwestie duchowości poszerzały perspektywę słuchaczy. Momentem, który mógł zaskoczyć, była odpowiedź pana Krzysztofa Sodowskiego na pytanie o to, czy niewiara ogranicza. Podczas gdy ojciec Marek zapewniał, że postępowanie według uwewnętrznionych zasad religijnych wyzwala, pan Sodowski przyznał, że bez pewnych konkretnych drogowskazów trudniej odnaleźć się w niektórych sytuacjach. W jego przypadku pomocny okazał się buddyzm – zen, którego założenia nam przywołał.

 

Po godzinie moderowanej dyskusji forma spotkania trochę się rozluźniła i była to okazja do zadania pytań przez uczniów. Pytania poruszały zagadnienia genezy ateizmu, znaczenia spowiedzi, czy też roli wiary w trudnych chwilach życia. Niektóre odpowiedzi zaskakiwały, dawały do myślenia, a inne śmieszyły... W każdym razie można było wiele dowiedzieć się od naszych gości, z ich doświadczeń i przemyśleń. Wypełniona po brzegi sala świadczyła o tym, że wielu z nas ma potrzebę myślenia o tych sprawach.” Relacjonuje prof. Paweł Superat: „Moderatorem spotkania była Julia Kostrzewa (z klasy 3f) a gośćmi - dominikanin Marek Domeradzki i Krzysztof Sodowski (deklarujący się jako agnostyk). Dyskusja trwała dwie godziny lekcyjne. W pierwszej dysputanci odpowiadali na pytania prowadzącej. Na jedno z początkowych pytań Julii dotyczące stereotypu ateisty jako osoby bez pewnego systemu moralnego, obydwaj goście zgodnie zaprzeczyli tej tezie (jak i sądowi, że wierzący zawsze żyje moralnie). Krzysztof Sodowski dodał, że nie podoba mu się stereotypowe stwierdzenie >>przyznanie do ateizmu<<. >>Staram się nie dopuszczać do tego typu sytuacji, by ktoś się musiał przyznawać. Można się przyznać do jakiejś winy. Mogę z kimś rozmawiać o poglądach religijnych<<. Ojciec Domeradzki natomiast mówił, że nie podoba mu się gromkie deklarowanie: >>Jestem osobą wierzącą<<. >>Wiara ma się przejawiać w czynach a nie w słowach – to znaczy nie tylko w słowach<<. Gdy Julia wspomniała o tym, że wiara trwa ciągle, K. Sodowski przeformułował pytanie – >>czy wiara jest jak filtr, który można wyłączyć?<< Stwierdził, że tak nie uważa. O. Domeradzki: >>Wiara to nie jest coś, co posiadam i mam<<. Akceptacja siebie, rzeczywistości jest czymś ważnym, co p. Krzysztof Sodowski zawdzięcza buddyzmowi zen. >>Gdy jesteś ‘wredną babą’, której inni nie lubią, oświecenie może spowodować, że to zaakceptujesz, ale dalej będziesz ‘wredną babą’<< - dodał, odwołując się do słów pewnego mistrza zen. O. Marek zauważył, że akceptacja jest obecna także w tradycji chrześcijańskiej – by człowiek zaczął się zmieniać, nawracać, musi przyjąć, zaakceptować to, jaki jest. W godzinie dyskusji głos należał do publiczności – uczniów z różnych klas zainteresowanych

      

tematem. Padło wiele pytań – w tym o to, czy goście znają jakieś kultury, w których nie ma religii. Zapadła cisza. Dominikanin starał się sobie coś przypomnieć, patrząc w sufit, drugi z dyskutujących zmarszczył brwi. Po chwili zamyślenia odpowiedział: >>Kultury bakterii<<. Inne pytanie dotyczyło tego, jak wiara wpływa na zachowania człowieka, także na heroizm. Dysputanci zgodzili się, że bardzo istotny jest wpływ różnych czynników na osobę, który nazywali backgroundem, czyli kontekstem, punktem odniesienia. >>Po prostu robię, a nie myślę ‘teraz dokonam czegoś heroicznego’. Gdzie tu miejsce na wybór?<< - pytał p. Krzysztof Sodowski. O. Marek Domeradzki jednak podkreślał element wyboru – wolę. >> I tu mogę powiedzieć, że się z tobą nie zgadzam. Z czego jestem dumny<< - powiedział K. Sodowski. Wypowiedź ta dotyczyła wspólnie zbudowanego pola wymiany odmiennych poglądów i możliwości rozmowy o nich. Temat ten poruszyła na zakończenie spotkania Julia. Zwróciła uwagę na to, że mimo zupełnie odmiennych poglądów, można i to w piękny sposób rozmawiać ze sobą, jednocześnie pozostając przy swoim i rozwijając się dzięki takiemu spotkaniu. Warto zauważyć, że podczas spotkania obydwaj zaproszeni goście wielokrotnie używali sformułowań >>moim zdaniem<<, >>w moim przekonaniu<<, >>wierzę, że<<. Obydwaj także aktywnie słuchali zarówno siebie nawzajem, jak i każdej zabierającej głos osoby. Po zakończeniu dyskusji stwierdzili obydwaj, że wielką wartością było dla nich doświadczenie rozmowy, spotkania, zgadzając się jednocześnie z puentą sformułowaną przez prowadzącą dyskusję Julię.” . 

 

 

 

  BIEGIEM, BIEGIEM…

         

Po raz drugi w Brynku zostały rozegrane zawody w ramach Mistrzostw Szkół Tarnogórskich w Biegach na Orientację. Podobnie jak w zeszłym roku brała w nich udział drużyna z naszego liceum i ponownie – jak w ubiegłym roku - zdobyła puchar oraz wszystkie medale (zarówno w kategorii dziewcząt jak i chłopców). W kategorii dziewcząt zwyciężyła Zuzanna Gowik z klasy I e, drugie miejsce zajęła Beata Rzeźniczek również z klasy I e, trzecie - Gabriela Łukasik z klasy II b. W kategorii chłopców zwycięstwo wywalczył Tomasz Szuwald z klasy II f, na drugim miejscy uplasował się Maciej Cholewa z klasy I c, trzecie miejsce zajął Wojciech Kulaj z klasy II d. Serdecznie gratulujemy !!! Warto dodać, że również jesteśmy dumni z postawy ucznia klasy I c Adama Miki, który w połowie swojej trasy przerwał bieg, by pomóc innemu młodszemu uczestnikowi imprezy, przez co nie ukończył zawodów i został zdyskwalifikowany.

 

Równolegle rozgrywane były Mistrzostwa Śląska oraz Otwarte Mistrzostwa Regionu Tarnogórskiego w Biegach na Orientację. Ogółem w zawodach przy letniej i słonecznej pogodzie uczestniczyło 276 osób. Najmłodszy uczestnik, a raczej dwuipółletnia uczestniczka „spacer po lesie” odbyła pod czujnym okiem mamy. Najstarszym zaś zawodnikiem był ponad siedemdziesięcioletni uczestnik zawodów z Czech (a dokładnie z Hawirzowa ). W zawodach uczestniczyła grupa jedenastu zawodników z Czech. Trasy liczyły sobie - w zależności od kategorii wiekowej - od 2,5 kilometra do 10 km. Przyjechali zawodnicy z województwa śląskiego, np. Gliwic, Mikołowa oraz z woj. małopolskiego. Kolejne szkolenia przed nami. Serdecznie zapraszamy zarówno tych, którzy poznali już smak biegania (spaceru ) z mapą po lesie, jak i tych, którzy chcieliby go dopiero poznać.

    

 

 

 

  Średniowieczny Kraków

         

Uczniowie klasy akademickiej wędrowali po Krakowie średniowiecznym szlakiem. Wyjazd wiązał się z podsumowaniem cyklu lekcji dotyczących historii średniowiecznej, którą licealiści z 2e zajmowali się przez ostatnie miesiące. Zwiedzanie Krakowa rozpoczęliśmy od Wawelu i odwiedzin Muzeum Katedralnego, gdzie znajduje się m.in. włócznia św. Maurycego obecna na zjeździe gnieźnieńskim w 1000 roku. Kolejnym punktem była katedra, w której odwiedziliśmy groby ludzi, o których dużo mówiliśmy na lekcjach. W Pałacu biskupa Erazma Ciołka licealiści podziwiać mogli sztukę dawnej Polski.

 

Po zwiedzeniu centrów osadniczych Krakowa odwiedziliśmy kościół i klasztor dominikański, gdzie m.in. znajduje się grób św. Jacka Odrowąża, patrona Śląska. Ostatnim punktem wyjazdu było zwiedzenie podziemi rynku, gdzie można przenieść się w codzienność średniowiecznej stolicy Polski – posłuchać odgłosów rzemieślniczych warsztatów, dotknąć ich wyrobów a nawet powąchać dochodzących z nich zapachów. Na wielu osobach duże wrażenie zrobiła ekspozycja prawdziwych czaszek, dzięki którym można było zdać sobie sprawę z (wcale nie tak małych) możliwości średniowiecznej medycyny…

    

 

 

 

  SEZON OTWARTY NA CZANTORII

         

Tegoroczna łagodna zima sprawiła, że rajdowcy szkolnego koła turystycznego postanowili wcześniej niż zwykle wyruszyć na górskie szlaki. W historii działalności koła turystycznego nie było jeszcze takiej sytuacji, żeby w połowie marca zdobywać szczyty górskie. Na początek sezonu wybór padł na jeden ze szczytów Beskidu Śląskiego - Czantorię. Niby wysokość niezbyt imponująca (jedyne 997 m n.p.m.), ale - mając na uwadze niezbyt optymistyczne prognozy pogody i zimowy zastój mięśni - taki rozruch był wskazany. Każdy, kto był w okolicy Ustronia, widział wyróżniający się w krajobrazie górskim szczyt z wieżą. Dobrze widoczna Czantoria uzmysławia, że podejście pod górę wymaga wysiłku. Jest kilka możliwości zdobycia szczytu. Najłatwiejszy i najszybszy sposób - kolejką linową. Tego pomysłu nie braliśmy pod uwagę, nie takie są założenia koła turystycznego. Wejście na Czantorię jest możliwe z kilku stron.

 

Najdłuższe - z Wisły Głębce lub Jawornika. Można również z Goleszowa. Tym razem wybraliśmy krótszą trasę, z Ustronia. Podejście pod górę jest dość monotonne i „rozgrzewające Smile”, ale idąc w grupie, przystając co jakiś czas i rozmawiając nie zauważa się, jak szybko nabiera się wysokości. Jedynie przed samym osiągnięciem grzbietu szlak okazał się bardziej wymagający, fragmentami był zlodzony, co zmusiło nas do zwiększonej koncentracji. Czantoria Wielka została zdobyta, Mała Czantoria również. Między nimi odpoczęliśmy przy herbatce w czeskim schronisku, w którym - w ramach relaksu - rozegrano kilka partyjek remika. Droga do Ustronia w lekkim wietrze i drobnym deszczu odbyła się innym, mniej uciążliwym szlakiem. Szkoda tylko, że aura nie pozwoliła na podziwianie panoramy Beskidów. A z drugiej strony będzie okazja, żeby jeszcze tu wrócić.

      

Zbieracze punktów do książeczki GOT mogli wpisać pierwszych 19 punktów (pierwszą odznakę można już uzyskać po zdobyciu 60 punktów) . Przy okazji odnaleźliśmy pierwsze oznaki wiosny… kwitnące tulipany !!!