Artykuł

  GRECKIE IMPRESJE

         

29 kwietnia w Muzeum Miejskim w Tarnowskich Górach odbyło się spotkanie z Vassiliki Tsirevelou. Prelegentka mówiła o greckich obyczajach świątecznych, strojach, kuchni i tańcach. Znana wielu naszym uczniom z zajęć w szkole Vassiliki Tsirevelou pochodzi z miejscowości Larrisa (niedaleko Salonik). Obecnie bierze udział w Programie Comenius, którego celem jest poznanie i przybliżenie innych kultur europejskich w jednoczącej sie Europie poprzez wymianę doświadczeń w zakresie edukacji szkolnej. Przebywa w Polsce od września 2013 i uczy w Zespole Szkół Technicznych i Ogólnokształcących oraz w II Liceum Ogólnokształcącym im. S. Staszica i pozostanie z nami do zakończenia roku szkolnego w czerwcu 2014. Jest asystentką nauczyciela.

 

Uczy kultury greckiej, historii Grecji, literatury antycznej i współczesnej Grecji, języka greckiego oraz angielskiego (w niewielkim zakresie). W Grecji jest stypendystką na studiach doktoranckich Uniwersytetu w Ioanninie w dziedzinie literatury współczesnej Grecji. Interesuje się grecką literaturą współczesną i antyczną, historią oraz literaturą europejską. Lubi tłumaczyć utwory literackie na grekę. W wolnym czasie uprawia sport, słucha muzyki oraz chodzi do teatru. Jej rodzinne miasto – Larrisa - jest czwartym co do wielkości w Grecji (liczy sobie blisko 200 000 mieszkańców). Jest to miasto znane z wielu ciekawych miejsc kulturalnych np. galerii, teatrów, klubów muzyczne a także jest centrum spotkań biznesowych i towarzyskich. W Larissa można również zobaczyć wiele miejsc związanych z mitologią grecką

       

(np. rzekę Pineios) a wzgórze Olimp jest oddalone tylko o 20 minut od miasta. Można tam zobaczyć również starożytny teatr antyczny i niewielką fortecę.
 

 

 

  RAJD NA BARANIĄ

         

W kwietniu odbył się kolejny rajd górski naszego koła turystycznego. Ustaliła się już stała ekipa pasjonatów gór z klas pierwszych (głównie z klas Ie i Ic), ale tym razem dołączyła do nas grupa absolwentów, którzy przypomnieli sobie jak to dawnej bywało na wyjazdach ze Staszica. W spacerowym tempie przeszliśmy prawie 20 km szlakami przechodzącymi przez jeden z najwyższych szczytów Beskidu Śląskiego, czyli Baranią Górę. Warto przypomnieć, że najwyższym szczytem Beskidu Śląskiego jest Skrzyczne 1257 m n.p.m., natomiast Barania Góra jest nieco niższa - osiąga wysokość 1220 m n.p.m. Nie chodzi jednak tylko o zaliczanie wysokości, ale o mile spędzony czas w górach, możliwość podziwiania górskich krajobrazów, ruch w terenie, zdobywanie punktów do książeczki Górskiej Odznaki Turystycznej i poznanie pięknych zakątków naszego kraju. Wędrówka zaczęła się w dzielnicy Wisły, Wisła Czarne, przy szkole.

 

Szlak na Baranią prowadzi malowniczą doliną Wisełki Białej, a - co najbardziej zaskoczyło uczestników – jest to szlak łagodny i nieuciążliwy. Po dojściu na szczyt kolejne zaskoczenie, tym razem nie tak miłe - z wieży widokowej na Baraniej Górze można zaobserwować jak giną w górach lasy zaatakowane przez szkodniki. Roztacza się przy okazji wspaniały widok na cały Beskid Śląski. Można też wypatrzeć wiele szczytów Beskidu Małego i Żywieckiego. Nie zapomnieliśmy również o tym, że Barania jest obszarem źródłowym naszej królowej rzek, Wisły. Początki Wisły to wiele źródeł, które, wypływając ze stoków Baraniej, tworzą Białą i Czarną Wisełkę. Potoki łączą się w sztucznym zbiorniku Czerniańskim, by z niego wypłynąć już jako rzeka Wisła. Odczuliśmy te początki królowej rzek, bo szlak ze szczytu do schroniska pod Przysłopem ma w wielu miejscach podmokły charakter. Krótka wizyta w schronisku na posiłek i dalsza droga

       

poprowadziła nas przez Stecówkę na Przełęcz Kubalonki. Mimo, że prognozy nie były zbyt optymistyczne, jednak aura była dla nas łaskawa. Nie za ciepło ani za zimno… choć na szlaku miejscami jeszcze zalegał śnieg. Zapraszamy na kolejne wypady w góry.
 

 

 

  MECZ OSTATNI

         

W naszej szkole odbył się Wojewódzki Finał Licealiady w siatkówce chłopców. W rozgrywkach brały udział drużyny IX LO im. C.K. Norwida z Częstochowy, II LO z Cieszyna, II LO im. S. Staszica w Tarnowskich Górach. Po raz ostatni szkołę naszą reprezentowali: Patryk Rzepczyk (kapitan), Wiktor Sobota, Marcin Wolf, Dariusz Chamera, Patryk Rogocz, Bartek Łazarczyk, Daniel Marciniak, Mateusz Mazur, Daniel Waloszczyk, Łukasz Płonka, Szymon Flakus. Zawody zostały rozegrane systemem „każdy z każdym”. Po losowaniu drużyna naszej szkoły zagrała pierwszy mecz z IX LO z Częstochowy, a drugi z II LO z Cieszyna. Należy dodać, że drużyny naszych przeciwników to zespoły trenujące w klubach lub szkoły mistrzostwa sportowego o zwiększonej ilości godzin wychowania

 

fizycznego (10 godzin tygodniowo), które na co dzień uczestniczą w treningach i meczach ligowych, dlatego tak ogromnym sukcesem naszej szkolnej reprezentacji było dostanie się do takiego finału. Mimo że przeciwnicy prezentowali świetny poziom, również nasi reprezentanci pokazali zagrywki, po których ręce same składały się do oklasków. Atakując piłkę z krótkiej, przesuniętej krótkiej atakami z I i VI strefy wywoływali aplauz tłumnie zgromadzonej publiczności. Pokazali się z jak najlepszej strony – byliśmy z nich dumni. Łatwo zwycięstwa nie oddali, walczyli do końca jak równy z równym, za co im dziękujemy. Należy dodać, że zawody stały na wysokim poziomie i to nie tylko sportowym, ale także organizacyjnym. Atmosfera, która panowała na naszej Sali, była fantastyczna za sprawą naszej publiczności, którą stanowili

       

głównie uczniowie naszej szkoły. Końcowy wynik zawodów wyglądał następująco: I miejsce zajęła drużyna IX LO z Częstochowy, II miejsce - II LO z Cieszyna, III miejsce – II LO z Tarnowskich Gór. Informację ilustrujemy zdjęciami z różnych okresów istnienia drużyny. Zawodnikom – maturzystom życzymy powodzenia (również na egzaminach).
 

 

  AMERYKA WIELU KULTUR

         

Jadąc na konferencję naukową „Race and Ethnicity in American Culture” zorganizowaną przez Klub Amerykański Wyższej Szkoły Zarządzania Ochroną Pracy w Katowicach, spodziewaliśmy się cyklu wykładów i prezentacji na powyższy temat. Tymczasem spotkała nas duża niespodzianka. Rozpoczęliśmy od nauki hymnu amerykańskiego, który, trzeba przyznać, okazał się trudnym do zaśpiewania utworem. Po paru próbach, kiedy to publiczność w miarę opanowała melodię, nastąpiło uroczyste rozpoczęcie konferencji . Na stojąco odśpiewaliśmy hymny polski i amerykański, a następnie prowadzący - dr Kossek - przywitał zgromadzonych gości, przedstawicieli Konsulatu Amerykańskiego w Krakowie, wykładowców, studentów zagranicznych przebywających w Polsce w ramach programu Comenius, członków Klubu Amerykańskiego oraz młodzież licealną. Dr Kossek jest nie tylko polskim amerykanistą, literaturoznawcą, krytykiem literackim oraz wykładowcą akademickim, ale również śpiewa bluesa , jest współorganizatorem Rawa Blues Festival oraz współtwórcą Tygla Kulturalnego na Rawa Blues.

 

I właśnie w tym momencie konferencja przybrała nieoczekiwany charakter, albowiem dr Kossek zaśpiewał dla nas kilka utworów bluesowych przy akompaniamencie gitarzysty. Wprowadził nas tym samym w bardzo miły nastrój i mogliśmy z przyjemnością przysłuchiwać się wykładom. Były one poświęcone etnicznej różnorodności kultury amerykańskiej. Dr Patrick Vaughan reprezentujący Uniwersytet Jagielloński wygłosił wykład „Beyond the Melting Pot,” w którym poruszył kwestie mniejszości narodowych w Ameryce. Kolejni prelegenci, w tym członkowie Klubu Amerykańskiego oraz studenci reprezentujący Program Comenius omawiali tematy takie jak: historię pierwszych Turków w Ameryce, problematykę afroamerykańskiej kultury w sztukach plastycznych, Harlem Renaissance, główne religie afroamerykańskie, zagadnienia literatury żydowskiej czy społeczności hiszpańskiej w USA. Wykłady prowadzone były w języku angielskim, co było dodatkowym atutem naszego udziału w konferencji, ale jednocześnie wymagało dużej koncentracji.

       


 

 

         

  MUDDY, BLOODY LONDON

         

A story of vice, mystery and honour. Dodger, a character inspired by Charles Dickens’ pickpocket Artful Dodger from Oliver Twist, from the very first pages, becomes involuntarily involved is a plot which will turn his life upside down. The protagonist, a street urchin whose job is to search sewage for coins and other valuables, saves a beautiful young girl from the hands of dangerous villains who work for an influential and cruel stranger. Dodger meets both, new friends and foes. One of his allies is Charlie Dickens, a journalist and writer who works on Fleetstreet, the very heart of English journalism and publishing.

 

The more young Dodger becomes famous, the more enemies he gains, his encounter with a murderous barber Sweeney Todd, brings him both publicity and a raised price on his head. Armed with the famous Todd’s blade, Dodger continues to look for the young girl’s torturers. Pratchett’s novel is a meticulously woven jigsaw of both historical and fictional figures tangled up in a set of – again, historically accurate and utterly made-up situation. This method of writing will neither let the readers think that this is a fantasy story, nor bereave them of the feeling that this mysterious muddy, bloody London still exists.

       


 

 

         

  W THE GLOBE I HOGWARCIE

         

Wrażenia z wizyty w The Globe przedstawiają Ola Wanat i Kinga Szeja z klasy 2c: „Okazała półokragła konstrukcja z charakterystyczną zabudową przypominająca mur pruski oraz trzcinowym dachem, przez którego otwór wdziera się wiosenne słońce. Taki widok ukazał się naszym oczom, gdy - po przekroczeniu jednego z londyńskich mostów - stanęliśmy na drugim brzegu Tamizy. Współczesny budynek jest wierną rekonstrukcją teatru elżbietańskiego, usytuowaną blisko miejsca, w którym znajdował się oryginał. Otwarty w 1997 roku stał się atrakcją zarówno dla turystów odwiedzających Londyn, jak i dla miłośników twórczości Szekspira. Tego dnia The Globe odkrył przed nami z pomocą pani przewodnik wszystkie swoje tajemnice. Zwiedzanie The Globe rozpoczęliśmy od indywidualnej wycieczki po wystawie poświęconej twórczości Szekspira i Londynowi jego czasów. Podczas zwiedzania mogliśmy podziwiać m.in. kultowe kostiumy wykorzystywane do adaptacji dramatów Szekspira, niezwykłe makiety XVI wiecznego Londynu i teatru. Część wystawy została przygotowana w formie multimedialnej, dzięki czemu zwiedzający mogli zaznajomić się krok po kroku z rekonstrukcja teatru oraz z twórcami, którzy opowiadali o pracy nad tym niesamowitym projektem. Po dokładnym obejrzeniu wystawy skierowaliśmy się na główną scenę, gdzie poczuliśmy klimat elżbietańskiego teatru. Pani przewodnik, opowiadając nam historię The Globe, zapoznała nas z oryginalnym językiem angielskim, co było dla nas świetnym doświadczeniem. Dzięki jej opowieści zapoznaliśmy się z wieloma faktami dotyczącymi szesnastowiecznego The Globe. Londyn za czasów Elżbiety I Tudor różnił się diametralnie od obecnego. Również w teatrze panowały inne obyczaje. Na widowni podczas przedstawień trwała biesiada. Widzowie jedli i pili rozmaite trunki. Warto dodać, że alkohole były w tym okresie zdrowsze od wody (Tamiza była bardzo zanieczyszczona). Problem stanowiły również toalety, a raczej ich brak. Widzowie, nie chcąc tracić przedstawienia, załatwiali swoje potrzeby pod siebie. Gwar rozmów także nie sprzyjał oglądaniu przedstawienia. Dlatego też najbardziej pożądanymi miejscami były te w obu bokach sceny, gdzie widzowie mogli dosłyszeć słowa aktorów. Warto też wspomnieć, że role zarówno męskie jak i żeńskie odgrywali mężczyźni, a przedstawienia odbywały się tylko przy świetle słonecznym. Jako znaki nocy i dnia służyły symbolicznie malunki na suficie dachu nad sceną, przedstawiające dzień i noc /dobro i zło/.Chęć zachowania do dziś tradycyjnego sposobu wystawiania sztuk powoduje, że - ze względu na warunki pogodowe - spektakle w odbudowanym The Globe grane są jedynie w sezonie letnim“. Wrażenia z wizyty w Warner Bros. Studio przedstawia Anna Dunajewska z klasy 2e: „Harry Potter. Któż to taki? Pewnie każdy słyszał o tym sławnym czarodzieju. A ci, którzy o nim słyszeli i mieli ochotę na ciekawą wycieczkę, ruszyli do Londynu jego śladami. Naturalnie jako fani Harry'ego mieli również zapewnioną atrakcję, jaką okazało się zwiedzanie Warner Bros Studio. Byłam jedną z tych fanek, którym studio nie przyniosło zawodu. Wprawdzie nikt nie pojawił się z moim opóźnionym listem, ale za to miałam okazję spróbować piwa kremowego.

 

Naturalnie nie była to jedyna przyjemność tego dnia, niemniej łatwo ją było zapamiętać, ponieważ przy oglądaniu filmów zawsze zastanawiałam się, jak mogłoby ono smakować. Przyznam, że samo trafienie do studia było niesamowitym przeżyciem. Olbrzymi budynek już z daleka robił spore wrażenie, a po wejściu do środka można było zostać oszołomionym. Wielkie portrety i pamiątki to oczywiście jeszcze nic, jednak już przy wejściu można było poczuć właściwy klimat, gdy zobaczyło się komórkę pod schodami, służącą przez 11 lat za sypialnię Harry'ego Pottera. Zwiedzający zostali przywitani krótkimi filmikami, po czym mogli wejść do świata czarów przez ogromne, początkowo ukryte wrota. Mnogość rekwizytów sprawiała, że nie wiadomo było, na co patrzeć. Sama początkowo błąkałam się bez celu, mając przy tym zapewne dość głupi wyraz twarzy, który nie mógł w pełni wyrazić mojego zachwytu. Już na wstępie nie dało się przegapić szaty wieczorowej Rona, która w filmie chyba u każdego wywołała uśmiech na twarzy. Moim oczom ukazała się również inna garderoba, jak np. sukienki, które miała na sobie Evanna Lynch, wcielająca się w rolę Luny, czy też wspaniale różowe uniformy Dolores Umbridge, postaci znienawidzonej przez większość fanów serii. Także stroje wszelkich bardziej znanych bohaterów były ciągle gdzieś blisko i można było w spokoju napawać się ich widokiem. Choć może jedynie z tym spokojem byłby problem, bo w pomieszczeniach panowało pełne podekscytowania nerwowe zamieszanie. Różdżki, na które niektórzy patrzyli cielęcym wzrokiem, złoty znicz czy reszta małych rekwizytów skłaniały zagorzałych fanów do przystanięcia. Jednak to większe rekwizyty sprawiały, że rzesze ludzi ustawiały się i robiły sobie miliony fotografii. A to zdjęcie przy gabinecie dyrektora, a to przy chatce Hagrida czy gabinecie Umbridge. Ja natomiast nie mogłam przejść obojętnie obok domu Weasleyów, na którego widok myślałam, że padnę na ziemię i nie wstanę. Nie zabrakło nawet drutów robiących samodzielnie wełniany sweter czy też myjącej się patelni. Nie można także zapomnieć o Wielkiej Sali, z której niektórzy zapewne chętnie by nigdy nie wyszli. Sama również bym tak chciała, aczkolwiek była ku temu pewna przeszkoda, a mianowicie skrzaty jakoś nie kwapiły się do podania na stołach jedzenia... a to mogłoby być dość problematyczne. Następnie zwiedzający trafili na zewnątrz, gdzie mogli odetchnąć świeżym powietrzem. Lecz nie zauważyłam, by jakoś szczególnie odpoczywali, gdyż można tam było uwiecznić siebie w aucie Weasleyów czy też Błędnym Rycerzu (czego większość zwiedzających nie omieszkała zrobić). Również Privet Drive 4 i dom Potterów cieszyły oczy. Z większych rekwizytów natomiast znajdowały się tam figury szachowe z pierwszej części przygód młodego gryfona oraz posąg z cmentarza, pojawiającego się z czwartej. Potem, już po ponownym wejściu do środka, przywitały nas między innymi figury Harry'ego czy Draco (który wyglądał jakby miał zaraz kichnąć!) oraz mniej sympatyczne stwory. Ze ściany czujnym okiem obserwowała nas głowa bazyliszka, zaś z sufitu, dybiąc na nasze życie, zwisał Aragog w swej pełnej postaci.

       

Kiedy po raz pierwszy go ujrzałam, chciałam się odsunąć jak najdalej, w końcu jak nie bać się tak olbrzymiego pająka?! Niemniej niektórzy podchodzili zaciekawieni i robili mu zdjęcia. Z przyjemniejszych widoków mogliśmy także zobaczyć tam dementora bez jego szaty (że też nie było mu wstyd) czy nadmuchaną ciotkę Harry'ego. Nie można również zapomnieć o Hardodziobie, który urzekł mnie swoją ruszającą się głową, oraz o Zgredku, który - niestety - znajdował się za gablotką. Wydaje mi się, że zbyt wielu ludzi chciało okazać mu swoje wsparcie i uwielbienie, więc - by zachował się w dobrym stanie - pewnie trzeba było go schować. Rozumiałam to, ale i tak nie pochwalałam tej decyzji, zerkając z troskliwością w jego stronę. Przez chwilę myślałam, że to już koniec, że nic mnie nie zaskoczy. Lecz potem trafiłam na Ulicę Pokątną. Wtedy miałam uczucie, że to jest pełnia szczęścia, a marzenia jednak się spełniają. Co prawda nie zdążyłam kupić swojej pierwszej różdżki u Ollivandera (wystarczyło mi na razie samo spojrzenie ukradkiem przez okno), a resztę sklepów jedynie ogarnęłam wzrokiem, niemniej inaczej być nie mogło! Gdyż na końcu pysznił się najwspanialszy sklep wszechczasów, który sprawił, że w tamtej chwili nawet dementorzy nie byliby mi straszni i nie umieliby mnie stamtąd odciągnąć. A stało się tak dlatego, że moim oczom ukazał się w pełnej okazałości sklep bliźniaków Weasley. Naprawdę, to było coś. Gdy już zrobiłam najtrudniejszą rzecz w moim życiu (czyli odeszłam z tego zachwycającego miejsca), trafiłam do korytarza z małymi makietami (na przykład bijącej wierzby czy statku, którym przypłynęli uczniowie Durmstrangu na Turniej Trójmagiczny) oraz masą grafik. Nie cieszyły się one takim zainteresowaniem jak poprzednie atrakcje, aczkolwiek i tak przy Zgredku większość osób nie umiała się powstrzymać i robiła kolejne pamiątkowe zdjęcia. Jednak możliwe, że to było jedynie przygotowanie. Bo w następnej sali po prostu zaniemówiłam i wiem, że nie byłam odosobniona w tej reakcji. Trzy słowa. Wielka. Makieta. Hogwartu. Była po prostu piękna, wspaniała, niesamowita, zapierająca dech w piersiach! Żeby to zrozumieć, trzeba zobaczyć na własne oczy - innej rady nie ma. Na sam koniec pozostało pomieszczenie z różdżkami, na których były nazwiska osób, biorących udział w tworzeniu filmów. Byli tam i aktorzy, i reżyser, i sama J. K. Rowling. Stamtąd przechodziło się już od razu do sklepu z pamiątkami, w którym spokojnie można było stracić fortunę, co też wielu z nas chętnie uczyniło, zostawiając myślenie o konsekwencjach na dni, w których będzie się miało jeszcze siłę na coś tak racjonalnego. W końcu w tym magicznym miejscu, nie należy przejmować się przyziemnymi sprawami, a czerpać radość ze wszystkiego, co nas otacza. A tam było to całkiem proste!”
 

 

         

  PO LONDYNIE ŚLADAMI POTTERA

         

Wycieczka szkolna do Londynu śladami Harrego Pottera odbyła się na przełomie marca i kwietnia. Brali w niej udział uczniowie klas pierwszych, drugich i trzecich wraz z nauczycielami – prof. Anną Włodek i prof. Marcinem Kupką. Swoje wrażenia przedstawiają Klaudia Czapla i Anna Jaksik z klasy 2e: „Po całodniowej podróży mogliśmy podziwiać wschód słońca, płynąc na promie z Calais we Francji do Dover i w ten sposób przywitać Wyspę. Nasz pierwszy dzień zwiedzania skupił się na centrum Londynu. Mieliśmy okazję stanąć równocześnie na dwóch półkulach w Królewskim Obserwatorium Astronomicznym w Greenwich, w którym oznaczono południk „0”. Zwiedzenie mieszkań dawnych badaczy, wystawy naukowe i przyrządy - jak camera obscura - pozwoliły nam wczuć się w atmosferę tego miejsca. Odbyliśmy także rejs statkiem po Tamizie, podczas którego mijaliśmy wiele charakterystycznych dla miasta zabytków. W Westminster Abbey odwiedziliśmy miejsca spoczynku królów i mieliśmy okazję zapoznać się z architekturą kościoła. Tym, co sprawiło, iż niektórzy chodzili z głowami zadartymi do góry, były piękne gotyckie sklepienia, inni natomiast, bardziej przyziemnie, przyglądali się grobowcom monarchów i szlachty brytyjskiej. Oczywiście wycieczka do Londynu nie obyłaby się bez sesji zdjęciowych przy czerwonych budkach telefonicznych i słynnym zegarze Big Ben. Rezydencji i biura premiera Wielkiej Brytanii, Davida Camerona, przy Downing Street nie dane było nam zobaczyć ze względów bezpieczeństwa. Następnego dnia, wypoczęci, gdy wyglądaliśmy już mniej podejrzanie, mogliśmy spokojnie zasiąść pod londyńską twierdzą i dawnym więzieniem Tower. Pilot starał się wzbogacić naszą wiedzę historyczną. Z zapamiętanych ciekawostek, warto wspomnieć o kierowcy double-deckera [piętrowego autobusu], który w roku 1952, nie zatrzymał się na czerwonym świetle na Tower Bridge i wjechał na niego, gdy ten się już podnosił [jest to most zwodzony]. Wydarzenie to przeszło do historii, gdyż kierowcy udało się przeskoczyć i poza kilkoma siniakami, nic się nikomu nie stało. Po wizycie w Globe Theatre, przespacerowaliśmy się po Millennium

 

Bridge, który – zgodnie z tematem przewodnim naszej wycieczki – nawiązywał do serii o Harrym. Ataku śmierciożerców nie było w programie atrakcji i niczym nie niepokojeni poszliśmy na kolejny plan zdjęciowy, mianowicie Leadenhall Market, który pełnił w filmie funkcję części ulicy Pokątnej. Dla osób mniej zainteresowanych fantastycznym wymiarem wycieczki również nie zabrakło obiektów - mieli okazję zobaczyć katedrę St. Paul's, budynek giełdy oraz Bank of England. W British Museum każdy mógł zająć się tym, co go interesowało. Budynek jest ogromny i posiada ponad 7 milionów eksponatów. Podziwiać mogliśmy Kamień z Rosetty, mumie, wystawę wschodnią, zbroję samuraja, mechanizmy zegarowe, czy też - prawdziwą gratkę dla uczniów z profilu z rozszerzoną historią - płaskorzeźbę przedstawiającą Asurbanipala II. W trzecim dniu wybraliśmy się do Oxfordu, miasta studentów. Zwiedziliśmy kolegium Christ Church, które zarówno było jednym z planów filmowych o HP, jak też miejscem, gdzie uczył się Lewis Carroll - autor „Alicji w Krainie Czarów”. Ślady „Alicji" pokazała nam pewna uprzejma pani w sali jadalnej - otóż postaci z książki zostały uwiecznione na jednym z witraży. Następnie dostaliśmy trochę czasu na chłonięcie atmosfery miasta, odmiennej od pełnego wieżowców londyńskiego centrum. Można było udać się na zakupy, zajrzeć do małego kościółka, wrócić do budynków uniwersyteckich bądź też stanąć i posłuchać jak grają uliczni artyści. Ostatnim punktem tego dnia było Warner Bros. Studio - niezwykłe miejsce dla fanów serii o czarodzieju, z którego nawet sceptycznie nastawieni wyszli zadowoleni. W czwartym dniu nasza wycieczka miała szczęście zobaczyć oficjalną zmianę warty przed Pałacem Buckingham, gdyż w tym okresie odbywa się ona tylko w wybrane dni. Ponieważ jednak w przyrodzie panować musi równowaga, gdy przybyliśmy na Piccadilly Circus, okazało się, że słynna fontanna jest akurat w remoncie i nie możemy jej zobaczyć. Kolejnym wyzwaniem muzealnym było dla nas National Gallery, gdzie na żywo przyglądaliśmy się obrazom m.in. Friedricha, Moneta, Turnera, Rubensa, Rembrandta. Miłym zaskoczeniem była dla nas wiadomość o wystawie dwóch wersji „Słoneczników” van

       

Gogha – londyńskiej i amsterdamskiej, które w osobnej sali zostały szczegółowo opisane i porównane. Wycieczka to nie tylko oglądanie zabytków czy słuchanie o historii. Mieliśmy również okazję zakosztować życia codziennego londyńczyków poprzez przemieszczanie się, jedzenie i robienie zakupów w miejscach, gdzie robią to mieszkańcy. Odwiedziny w orientalnej jadłodajni czy też w restauracji przypominającej typowo brytyjski pub (niektórzy pytali nas nawet, co tam robimy, gdyż szkolna wycieczka w pubie to zdecydowanie niecodzienny widok), miały poza napełnianiem brzuchów służyć poznaniu Londynu - dosłownie - od kuchni. Nie obeszło się też bez spróbowania jednego z popularniejszych dań brytyjskich, jakim jest fish&chips. Nie zdradzimy swej opinii… By ją sobie wyrobić, radzimy skosztować samemu. Najszybciej z miejsca na miejsce dostać mogliśmy się metrem. Korzystanie z niego było ciekawym i pozytywnym doświadczeniem. Udało nam się nawet nie zgubić. Kilka dni więcej i spokojnie bylibyśmy w stanie wymienić z pamięci listę stacji z centrum do Barking, gdzie nocowaliśmy. Londyn jest niesamowitym miejscem, kryjącym wiele zagadek. Bardzo nam się tam podobał, więc jeśli tylko będziecie mieć szansę odwiedzenia Londynu, nie wahajcie się ani chwili!”
 

 

         

  STARYCH ZADAŃ CZAR (CZAD)…

         

Czasem w domowej biblioteczce, w antykwariacie lub na targach staroci można natknąć się na stare zbiory zadań. Często odkładamy je z powrotem na półkę, nie zdając sobie sprawy jak ciekawą książkę mamy w ręce. Należy wówczas pomyśleć o uczniach, którzy z niej korzystali , o ich wysiłku i pocie wylanym w trakcie rozwiązywania z nich zadań. Zdarza się niekiedy książka, której data i miejsce wydania wzbudzają refleksję, np. „Zbiór zadań dla klasy 5” E.S. Berezańskiej wydany przez Państwowe Wydawnictwo Mniejszości Narodowych USRR w Kijowie w 1941 roku. Może to być przetłumaczony z języka rosyjskiego podręcznik dla samouków, zbiór zadań maturalnych z XIX wieku albo książka wydana w Warszawie w 1917 roku. Ciekawe są przede wszystkim same zadania.

 

Oprócz typowych ćwiczeń, które powtarzają się we współczesnych zbiorach (bardzo często dosłownie), są zadania tekstowe odnoszące się do czasów wydania podręcznika. Chcemy utworzyć na naszej stronie internetowej kącik poświęcony tej tematyce ( wejście przez zakładkę „projekty, programy, zajęcia” ). Na początek proponujemy trochę ćwiczeń z podręcznika wydanego w Berlinie w 1918 roku. Są to ćwiczenia wprowadzające do tematu „Równania kwadratowe”. Zwraca uwagę duża ilość podpunktów – wówczas wystarczyło, jak nauczyciel zadał „tylko” 2 zadania; uczeń miał co robić po południu. Przy rozwiązywaniu przykładów prosimy pamiętać, że w tamtym czasie nikomu nawet nie marzył się kalkulator – wszystkie obliczenia wykonywano na papierze lub w pamięci. Przyjemnej zabawy!

       


 

 

         

  DRUGIE ŻYCIE

         

Oświadczenie woli to mały, niepozorny dokument, który za sprawą podpisu zyskuje niezwykłą moc. Jedno świadome wyrażenie zgody na oddanie swoich narządów do przeszczepu jest decyzją, która może uratować życie i przywrócić zdrowie kilku osobom. Proponujemy zapoznanie się z zasadami akcji „Drugie życie”, która ma na celu promocję oświadczeń woli poprzez przekazywanie informacji na temat transplantacji. Popularyzacja wiedzy ma być narzędziem pozwalającym zwiększyć liczbę przeszczepów w Polsce. Poprzez poruszanie tematu przeszczepiania narządów, kontakt z lekarzem czy osobą, która żyje dzięki transplantacji twórcy akcji chcą skłaniać do refleksji, pobudzać do dyskusji i podejmowania rozmów.

 

Transplantacja to życie. Wielu chorych umiera, bo nie dożyli chwili, kiedy znalazłby się dla nich zdrowy narząd. Przeszczep pozwoliłby im normalnie funkcjonować – uczyć się, pracować, założyć rodzinę, podróżować. Działania, jakie prowadzimy w ramach akcji informacyjnej „Drugie życie” mają spowodować wzrost świadomości społecznej młodych ludzi w zakresie transplantacji. Chcemy by młodzież „zarażała” oświadczeniami woli swoich krewnych i znajomych. Każdy z nas ma dar uzdrawiania. Razem możemy pomóc lekarzom uratować niejedno życie. Więcej o akcji oraz wzór oświadczenia woli – zob.: http://drugiezycie.org.pl/

       


 

 

         

  Z ENERGETYKĄ W PRZYSZŁOŚĆ

         

Uczniowie klasy 3a Marcelina Kasprusz i Patryk Rzepczyk zwyciężyli w V edycji Ogólnopolskiego Konkursu Fizycznego "Z energetyką w przyszłość". Główną nagrodą był tygodniowy wyjazd do Parlamentu Europejskiego w Brukseli sponsorowany przez prof. Jerzego Buzka. Do udziału w konkursie organizatorzy zaprosili uczniów szkół ponadgimnazjalnych interesujących się nowoczesnymi źródłami pozyskiwania energii i problematyką elektryczności na świecie. Młodzież miała za zadanie napisać pracę na jeden z podanych tematów dotyczących energetyki. Marcelina i Patryk w tym roku wybrali temat fuzji termojądrowej. W swojej pracy przedstawili problem reakcji termojądrowej, jej zalety, wady i niesamowite znaczenie w energetyce przyszłości. Po przejściu trzech etapów konkursu uczniowie zostali zaproszeni do przedstawienia swojej prezentacji w finale, do którego zakwalifikowało się 5 spośród 150 drużyn.

 

Z finalistami jurorzy spotkali się w murach uczelni WSB w Dąbrowie Górniczej. Nasi uczniowie musieli zaprezentować swoją pracę przed gronem naukowców z Instytutu Fizyki Uniwersytetu Śląskiego, Głównego Instytutu Górnictwa oraz innymi specjalistami w dziedzinie energetyki. Marcelina i Patryk przekonali jurorów nie tylko poziomem wiedzy, ale także samodzielnie zbudowanym modelem magnetycznym, autorskimi ulotkami dotyczącymi fuzji termojądrowej, a przede wszystkim formą prezentacji. Podsumowaniem wystąpienia ich był zwięzły tekst: "W stosunku do nowoczesnych źródeł energii powinniśmy być - jak proton - zawsze nastawieni pozytywnie". Ukazał on kwintesencję idei nowoczesnych źródeł energii w tym fuzji termojądrowej i pozwolił na chwilę rozluźnienia zmęczonej komisji. Zainteresowanie i pasja, jaką darzą fizykę i energetykę, sprawiła, że prezentacja uczniów z naszego liceum wyraźnie przewyższyła

       

poziomem pozostałe, ciekawe prace. Warto dodać, że Marcelina i Patryk jako jedyny zespół podwójnie uczestniczyli w ścisłym finale konkursu „Z energetyką w przyszłość”.W ubiegłym roku zaprezentowali swoją pracę na temat gazu łupkowego, zajmując trzecie miejsce. Opiekunem uczniów była prof. Jolanta Monkos.