PO DRODZE …W GENEWIE, MONACHIUM I WIEDNIU

         

Po wielogodzinnej, ale dzięki temu wypełnionej rozmowami na najbardziej nieoczekiwane tematy podróży, rozpoczęliśmy właściwą część planowanej od dawna, szkolnej wyprawy do Austrii i Szwajcarii. Sercem Genewy jest Jezioro Lemańskie - „wielka woda”, na którą swoje emocje projektowali między innymi Mickiewicz i Słowacki. Właśnie jego nabrzeżem, wieczorną porą odbyliśmy nasz pierwszy szwajcarski spacer. Ci, dla których okazał się zbyt krótki, jeszcze tego samego dnia (nocy?), już po przyjeździe do Annency, wyruszyli uliczkami francuskiego miasteczka w kierunku rzęsiście oświetlonej, ale znikającej raz po raz strzelistej katedry... Kolejne dni wypełnione były zwiedzaniem międzynarodowego ośrodka naukowo – badawczego CERN, Genewy jako miasta-siedziby Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz stolicy reformacji w wersji kalwińskiej. Spacer po Genewie nieoczekiwanie stał się także spacerem „szlakiem fontann” oraz dostarczył niektórym okazji do walki z żywiołem wody. Monachijski etap podróży był dla nas przede wszystkim zmysłowym spotkaniem z monumentalną architekturą kilku wieków – podświetlony w kolorze fuksji Nowy Ratusz, granatowy budynek BMW Welt i szlachetna kość słoniowa wnętrza Fauenkirche znaczyły kolejne przystanki naszej wędrówki po mieście. Intensywny dzień w Wiedniu rozpoczęliśmy wczesnym rankiem od spaceru po Ogrodach Belwederskich.

 

W pierwszej części mogliśmy poznać stolicę Austrii jako miejsce rozkwitu wszystkich architektonicznych tendencji, od romanizmu do secesji, w drugiej przyjrzeć się ewolucji nauk przyrodniczych oraz myśli technicznej dzięki wizycie w Muzeum Historii Naturalnej i Muzeum Techniki. To drugie, utworzone w 1908 roku, jest jednym z największych muzeów o profilu technicznym w Europie. W tym miejscu każdy mógł znaleźć coś dla siebie… W części kosmicznej - zrelaksować się, patrząc na galaktyki, w dziale dotyczącym mediów - spróbować swoich sił jako dziennikarz, sprawdzić jak głośno potrafi krzyczeć, posłuchać muzyki z różnych okresów jej powstawania lub po prostu spróbować zobaczyć wszystko, co znajduje się w tym miejscu. To niestety mogło być trudne ze względu na ogromną ilość różnego rodzaju wystaw dotyczących natury i wiedzy, energii, transportu, życia codziennego (zmian, jakie w nim zachodziły oraz dalej zachodzą), mediów, instrumentów muzycznych, przemysłu ciężkiego oraz lokomotyw. Wielość bodźców i wrażeń (charakteryzująca nie tylko ten ostatni etap wycieczki) zaowocowała skrajnym wyczerpaniem większości uczestników. Z tym większą dumą pod relacją podpisują się te, które nazajutrz po powrocie do Tarnowskich Gór, o poranku, pełne werwy i pogody ducha stawiły się w Staszicu - Anna Włodek i Magdalena Żmudzińska.

       




 

         

Kategoria: Artykuł