BIELSKI "SEN"

         

Było nas dwustu. Teatr „Banialuka” w Bielsku-Białej 21 maja zagrał dla nas „Sen nocy letniej” Szekspira w reżyserii Mariana Pecki. Ta jedna z najbardziej znanych (i najczęściej wystawianych) sztuk Szekspira jest zawsze teatralnym wyzwaniem, bowiem pozwala się wystawiać i jako baśń (o miłości ludzi i elfów), i jako komedia (o rozczarowującym spotkaniu istot różnych stanów), i jako filozoficzny traktat (o ukrytych popędach kierujących wszystkimi istotami). Mocną stroną przedstawienia Pecki jest właśnie to dążenie do sygnalizowania różnych znaczeń. Słabością – chyba to, że żadne z tych znaczeń nie zostało wypowiedziane do końca. Reżyser bawi się (i bawi widzów) różnorodnymi konwencjami teatralnymi – od kabaretu i musicalu po żywy plan aktorski, teatr jarmarczny i teatr marionetek. Dąży jednak i do głębszych znaczeń. Wybór różnorodnych konwencji teatru lalkowego wydaje się funkcjonalny i sensowny. Światem „Snu nocy letniej” rządzi Szekspirowska metafora „świata, który jest teatrem”.

 

Dwa scenograficzne pomysły rozwijają tę metaforę – miniaturowy model teatry The Globe i wielkie terrarium (wewnątrz którego rozgrywają się sceny z udziałem marionetek). I tacy też są bohaterowie tej sztuki – z jednej strony wątli i słabi (rzucani sobie w ramiona, gdy dmuchnie na nich któryś z elfów) a drugiej potworni („gadzi”, kiedy coś staje im na drodze realizacji popędów). Ludzie w tym świecie kierowani są mocami, których nie rozumieją i nad którymi nie potrafią zapanować. Przekonanie o rozumności natury ludzkiej rozwiewa się co chwila jak wielokrotnie zasnuwająca scenę mgła. człowiek jest w tym świecie nie tyle aktorem (jak w kolejnej Szekspirowskiej metaforze), co marionetką (a nawet pacynką). Przedstawienie wystawiane przez ateńskich rzemieślników bywa w realizacjach „Snu nocy letniej” najczęściej jedynie komicznym intermedium. U Pecki jest ono bardzo zabawne, ale i (co rzadkie) wyraziście przypomina główne perypetie sztuki. Zasygnalizowanie tych znaczeń dokonuje się poprzez rozegranie wątku w tym samym

       

planie teatru marionetek, w którym rozegrana została główna historia trzech par kochanków. Widz dostrzega, że idiotyzmowi tej historii w niczym nie ustępuje idiotyzm bohaterów głównego wątku, którzy w finale (jak my wszyscy) z poczuciem wyższości mogą kpić z durnych rzemieślników (a przecież nieświadomie i z siebie). Zdjęcia ze strony teatru - http://www.banialuka.pl/

 

         

Kategoria: Artykuł