Bezdomni i my

         

Autorem powieści „Bezdomni” jest Wojciech S. Wocław – absolwent Staszica z 2006 roku. Jej bohaterem jest człowiek, który wypadł poza nawias społecznych hierarchii. Pan Szczepan, włóczący się po krakowskich Plantach bezdomny, stara się przekonać urzędy, że ma prawo do zasiłku a równocześnie świadomy jest chyba, ze te zabiegi na nic się nie zdadzą. Monolog pana Szczepana wzięty zostaje w ramę spotkań z narratorem, Wojtkiem, któremu spotkania z panem Szczepanem zlecił pracodawca (być może szef jakiejś organizacji charytatywnej czy społecznej). Sympatię czytelnika dla pana Szczepana buduje fakt, że tak naprawdę toczy on walkę o godność. Najprostsze czynności życiowe stają się jej przejawem – choćby mycie się i pranie ciuchów. Przechwala się wyłącznie tym, jak to grzecznością zyskuje życzliwość ludzi – od straganiarek po „profesorów”. Wzdryga się przed żebractwem, tworząc cały system skomplikowanych zastrzeżeń, w którym przekazanie i przyjęcie czegokolwiek (papierosów, wody, owoców) staje się etapem w łańcuchu wzajemnych uprzejmości pomiędzy nim a ofiarodawcami. Ale równocześnie mamy do czynienia z bredzącym potworem. Pseudologikę jego wywodu ustanawiają resentymenty, fobie, urazy, irracjonalne niechęci, zawiść, wywołany poczuciem upokorzenia gniew.

 

Wszystkie wypowiadane przez niego głupstwa słyszymy po tysiąc razy w autobusach i podczas rodzinnych spotkań, na ulicy i w sklepach. Więc za komuny było lepiej – nawet krówki i irysy były słodsze. Więc wszyscy kradną i złodzieje mają się wspaniale. Więc wszyscy księża jeżdżą ze swoimi gospodyniami w nowych brykach. Nic nie szkodzi, że za chwilę przywoła sytuacje zaprzeczające tym uogólnieniom. Gdyby Wocław wstawił te zdania w usta innego bohatera, powstałaby satyra na środowisko czy warstwę, z której wywodziłby się ten bohater. Natomiast pan Szczepan jest wyrzucony poza wszystkie środowiska i warstwy, a tym samym – co zaskakujące – reprezentuje je wszystkie. Jego pokręcony monolog, jego fobie, urazy i niechęci kierują się nie przeciw rzeczywistym przyczynom jego krzywdy, ale najsilniej przeciwko tym, którzy są w sytuacji mu najbliższej. Najsilniejszy gniew budzą w nim inni bezdomni i żebracy, bo śmierdzą, piją, przeklinają, oszukują, wyłudzają świadczenia i emerytury. Absurdalna, żebracza zawiść powoduje, że ten gniew staje się jeszcze bardziej bezsilny. „Bezdomni” Wojciecha S. Wocława są niczym wymaz albo rentgenowskie zdjęcie gruźlika, dokumentujące chorobę, która toczy społeczeństwo. Książka dostępna w szkolnej bibliotece.

 
         

 

 

Kategoria: Książki