Piotr Guzy

         

„Siedzi przy zgaszonym świetle na krześle, wyglądając z wysokości pierwszego piętra na pustą o tej nocnej porze ulicę. Nazywa się Bytomska i ciągnie się od pobliskiego zamykanego szlabanem przejazdu kolejowego do gimnazjum przy Placu Armii Czerwonej. Jest zabudowana solidnymi dziewiętnastowiecznymi cztero- lub pięciopiętrowymi kamienicami. Kamienice mają ozdobne gzymsy, rzeźbione oprawy okien, u bram wejściowych warują kariatydy, lwie głowy, różne stwory mitologiczne. Nawierzchnia jest z kostki kamiennej, szerokie chodniki z płyt betonowych. Co kilkanaście metrów rosną lipy, które odurzająco pachną na wiosnę. Chłopcem w krótkich portkach wspinał się na nie, zrywał kwiaty, z których parzyło się herbatę.” „Rzecz dzieje się w powiatowym mieście Górczyny Tarnowskie na północno-zachodnim skraju Górnego Śląska”. Głos narratora powieści „Zwidy na wysokościach” autorstwa Piotra Guzego krąży wokół miejsca, w którym się znajdujemy. Dramatyczna historia rozegra się pomiędzy zabytkową willą na Karłuszowcu i parkiem dawnego bractwa kurkowego, pomiędzy gospodą obok zboru ewangelickiego a wysokimi schodami ratusza. Bohaterowie „przeciąwszy na ukos rynek, minąwszy narożną restaurację Sedlaczka, idą teraz podsieniami, czując w całym ciele wilgotny ziąb bijący z tych starych sprzed trzystu lat murów. (...) Spoza witryny zamkniętej i wygaszonej kwiaciarni wycieka gorzkawy zapach mokrej ziemi i kwiatów, coś w tym podzwrotnikowego, coś dzikiego, lubi takie zapachy, rozpoznaje też zapach paproci”.

Piotr Guzy zapamiętał świat dawnych Tarnowskich Gór ze zmysłową wyrazistością. Urodził się 15 maja 1922 roku w kolonii Böhme w Zawadzkim, ochrzczony został tamże sześć dni później w kościele p.w. Świętej Rodziny. Ale już w lipcu jego rodzice przeprowadzili się do Tarnowskich Gór, gdzie otrzymali mieszkanie przy ulicy Nakielskiej 19. Jako sześciolatek zapisany został do Szkoły Ćwiczeń przy Państwowym Seminarium Nauczycielskim, w której uczył się do 1933 roku. W 1933 roku rozpoczął czteroletnią naukę w Męskim Gimnazjum Ogólnokształcącym im. Księcia Jana Opolskiego (czyli w dzisiejszym Staszicu). W domu rodzinnym zachowała się z tego okresu jedyna pamiątka – zdjęcie z wycieczki do Wilna w 1937 roku. Po ukończeniu gimnazjum do wybuchu wojny kontynuował będzie naukę w Państwowym Seminarium Nauczycielskim. We wrześniu 1939 roku w ramach przysposobienia wojskowego wyszedł z miasta z nadzieją, że gdzieś dostaną broń. Po klęsce wrześniowej przez Rumunię, Jugosławię i Grecję dotarł do Francji. Dostał się do wojska polskiego. W szeregach dywizji pancernej

 

generała Maczka walczył we Francji, Belgii i Holandii. Został ciężko ranny pod Bredą, przewieziony do Anglii, gdzie amputowano mu nogę. Po wojnie pozostał początkowo na Zachodzie, studiował ekonomię polityczną i filozofię na Uniwersytecie w Londynie. Założył w Anglii rodzinę, ale w 1949 roku przyjechał z synem i żoną do Polski, zamieszkał w Tarnowskich Górach, pracując w spółdzielni spożywców. Na Uniwersytecie Poznańskim uzyskał stopień magistra ekonomii. Początki swojej twórczości literackiej datuje Piotr Guzy jeszcze na czasy gimnazjalne. Pierwsze teksty drukował w latach pięćdziesiątych, ale twórczość, do której się z dumą przyznaje, datuje od 1957 roku, kiedy to, licząc się z oskarżeniem o działalność antykomunistyczną, uszedł przez Berlin Zachodni i osiedlił się w Anglii. Wiele lat pracował w BBC. Po przeniesieniu się w 1968 roku do Monachium podjął pracę w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, w której pracował do 1978 roku. W 1979 roku zamieszkał w Hiszpanii. Jego najwybitniejszymi tekstami są powieści „Krótki żywot bohatera pozytywnego” (wydana w bibliotece paryskiej „Kultury” i wyróżniona jej nagrodą w 1967 roku), „Stan wyjątkowy” (nagrodzona w 1968 roku przez londyńskie „Wiadomości” jako najwybitniejsza książka pisarza polskiego wydana na emigracji), „Requiem dla Tosi” (z 1990 roku) i „Zwidy na wysokościach” (z 1994 roku). W swojej twórczości Guzy powraca stale do okresu wojennego i czasów kształtowania się systemu komunistycznego. Ale Piotr Guzy ma w swoich powieściach większe ambicje niż przedstawienie obyczajowego i politycznego obrazu lat czterdziestych i pięćdziesiątych. W swojej twórczości Guzy nieustannie odwołuje się do realiów zapamiętanych z Tarnowskich Gór. Ale Piotr Guzy ma w swoich powieściach ambicje większe niż przedstawienie społecznej panoramy powiatowego miasteczka. Żaden pisarz nie funkcjonuje poza konkretnym miejscem i czasem. Każdy ma jakąś Pragę, Drohobycz, Petersburg czy inne Makondo, które ożywiają jego wyobraźnię. Wyobraźnię Piotra Guzego też zamieszkują postacie, kolory, zapachy, kształty doznane intensywnie w dzieciństwie i młodości. Ale Piotr Guzy pragnie przekształcić ten prowincjonalny świat w miejsce, w którym rozgrywają się najważniejsze ludzkie dramaty. Tymi najważniejszymi jego tematami są: dramat wierności skazanej na porażkę; pytanie o motywy, które miałyby skłonić człowieka do działania etycznego w świecie, który nie nagradza działań etycznych, ale i pytanie o koszty, jakie ponosi się, wybierając działanie nieetyczne; refleksja nad ceną kariery,

 

 

zwłaszcza jeżeli tą ceną miałaby być czyjaś krzywda lub zaprzeczenie wyznawanym wartościom; pytanie o źródła dające ludziom siłę w starciu z przemocą. Wyraziście tematy te pojawią się na przykład we fragmencie powieści „Wielkie nieszczęście” – jedna z jej scen rozgrywa się dokładnie pod nami w gabinecie dyrektora szkoły, do którego przychodzą ubecy mający aresztować uczniów. Ich oferta jest „ofertą nie do odrzucenia”: „Słuchajcie dyrektorze, teraz tak. Będziecie ich wywoływali pojedynczo. Każdy zabierze swoje rzeczy i wyjdzie na korytarz. Dopiero jak się drzwi za nim zamkną, odczytacie następne nazwisko. –Skowron czuje się do szpiku kości znieważony. Odczekuje chwilę, aż mu się uspokoi zelżona krew. Próbuje odsunąć od siebie rolę pomocnika katów: -Nie, nie, dyrektorze, wy się od tego nie wymigacie. (...) Patrzą na dół, na szeroki, wykładany kamiennymi płytami chodnik ciągnący się od głównego wejścia do budynku. Widzą ten chodnik poprzez konary drzew”. Piotr Guzy jako pisarz też poniósł konsekwencje wierności swoim wyborom. Jego proza zapewne nigdy już nie zostanie doceniona w takim stopniu, jak na to zasługuje poprzez swoją artystyczną rangę. Nie dotarła bowiem do krajowego czytelnika wtedy, gdy był czas najbardziej jej przychylny, gdy mogła zostać doceniona jako równa w swojej wartości tekstom głośnych pisarzy lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych – Andrzejewskiego, Brandysa czy Konwickiego. Literatura nie jest Sprawiedliwą Panią. Jako polonista mogę tylko powiedzieć: - Szkoda.

         
Kategoria: Ludzie