Ludzie

  Maja Kabus

         

Maja Kabus uczennica klasy menedżerskiej (obecnie 2e) naszej szkoły w bieżącym i przyszłym roku szkolnym uczestniczy w programie stypendialnym Towarzystwo Szkół Zjednoczonego Świata im. prof. Pawła Czartoryskiego (UWC) i uczy się w liceum w Norwegii (Red Cross Nordic). W szkole tej uczy się 200 uczniów z 94 krajów świata. Maja od czasu do czasu przyjeżdża do domu i przy okazji odwiedza szkołę dzieląc się wrażeniami z pobytu w Norwegii i opowiada o sposobie uczenia się za granicą. Jednocześnie nasi uczniowie mają możliwość poznania i porozmawiania z rówieśnikami z innych krajów. W listopadzie Maja przyjechała z koleżanką z Paragwaju, a w styczniu poznaliśmy jej koleżankę z Kostaryki. Nauka w szkołach UWC kończy się maturą międzynarodową International Baccalaureate (IB). Z całej Polski w 2014 roku stypendia zostały przyznane tylko 8 osobom, które obecnie uczą się oprócz Norwegii również w Armenii, Holandii, Indiach, Kanadzie, w Niemczech i we Włoszech. Towarzystwo Szkół Zjednoczonego Świata im. prof. Pawła Czartoryskiego jest niezależną, niedochodową organizacją pozarządową o statusie organizacji pożytku publicznego, której głównym celem jest wspieranie rozwoju społeczeństwa obywatelskiego poprzez międzynarodową edukację młodzieży w duchu tolerancji, ochrony praw człowieka i aktywności społecznej.

 

Aby ten cel osiągnąć, Towarzystwo podejmuje starania o stypendia (finansowane w 50%–100%) w renomowanych zagranicznych szkołach średnich z internatem. Od swego powstania w 1991 roku Towarzystwo przyznało ponad 300 dwuletnich stypendiów. W tym okresie 75% stypendystów po ukończeniu szkoły średniej kontynuowało naukę na uczelniach zagranicznych, głównie w Wielkiej Brytanii oraz Stanach Zjednoczonych, a wśród wszystkich stypendystów aż 25% zostało studentami dziesięciu najlepszych uczelni na świecie, w tym Uniwersytetu Harvarda, Oxfordu oraz Cambridge. Towarzystwo ma charakter całkowicie społeczny i utrzymuje się wyłącznie ze składek i darowizn członków oraz sponsorów. Członkami Towarzystwa są przede wszystkim dawni i obecni stypendyści, ich rodziny oraz osoby fizyczne, wspierające Towarzystwo i jego działalność. Założycielem i pierwszym przewodniczącym Towarzystwa był profesor Paweł Czartoryski, historyk, członek PAN, obecnie patron Towarzystwa Szkół Zjednoczonego Świata. Kandydaci do udziału w programie stypendialnym powinni spełniać następujące warunki: być uczniami klasy pierwszej liceum ogólnokształcącego, na świadectwie gimnazjum osiągnąć średnią minimum 4,5 a na teście gimnazjalnym – 80 %, oprócz dobrej znajomości języka angielskiego powinni udokumentować swoje szerokie zainteresowania i osiągnięcia – więcej: www.uwc.org.pl

       



         

  Katarzyna Nowak

         

Krajowy Fundusz na rzecz Dzieci działa w Polsce od 1983 roku i wspiera najzdolniejszych uczniów w Polsce. Jest to program pomocy wybitnie utalentowanym młodym Polakom. Ma za zadanie wspierać ich rozwój. Zakwalifikowani uczniowie są zapraszani na warsztaty badawcze, obozy naukowe, seminaria, wystawy, koncerty i spotkania. W tym roku szkolnym pod opieką Funduszu jest 529 uczennic i uczniów ze szkół ponadgimnazjalnych, gimnazjów i szkół podstawowych z całej Polski. Wśród tych najzdolniejszych, którzy chcą rozwijać swoje pasje naukowe i poszerzać wiedzę, jest Katarzyna Nowak, uczennica klasy 2e o profilu matematyczno – geograficznym. Kasia, aby dostać się do programu, musiała napisać list intencyjny, w którym opisała swoje zainteresowania i problemy badawcze, jakimi do tej pory się zajmowała. Ważnym elementem kwalifikacji były dotychczasowe osiągnięcia – Kasia m.in. w 2014 roku wygrała Ogólnopolski Konkurs Geologiczny oraz zakwalifikowała się do II etapu Olimpiady Geograficznej w bieżącym i poprzednim roku szkolnym. Komisję interesowały także informacje o szkole oraz miejscu zamieszkania (Krupskim Młynie).

 

W bieżącym roku szkolnym Katarzyna Nowak będzie brała udział w warsztatach i obozach naukowych, zarówno tych specjalistycznych jak i interdyscyplinarnych. Odbywają się one w placówkach Polskiej Akademii Nauk oraz na terenie uniwersytetów (Warszawskiego, Wrocławskiego, Jagiellońskiego), a prowadzą je naukowcy i m.in byli stypendyści. Zajęcia, w których chce wziąć udział, wybiera z zaproponowanej listy. Aby dostać się na wybrane przez siebie warsztaty, musi rozwiązać zadania kwalifikacyjne albo napisać krótkie uzasadnienie, dlaczego właśnie te zajęcia wybiera. Na początku grudnia uczestniczyła w Warszawie w warsztatach z zakresu astronomii. Warsztaty nie kończą się tylko na spotkaniach w placówkach. Istniej również platforma internetowa z kursami i dyskusjami online. Oprócz tego Kasia mogła wybrać czasopismo naukowe, które od stycznia będzie otrzymywać. W czasie wakacji będzie miała możliwość uczestniczenia w obozach naukowych oraz możliwość odbycia stażu badawczego w wybranej jednostce uniwersytetu, politechniki lub instytucie PAN. Jej zainteresowania głównie skupiają się na zagadnieniach dotyczących wnętrza Ziemia i dlatego z pasją opowiada i prezentuje własny zbiór minerałów i skał podczas zajęć z uczniami naszej szkoły.

       



         

  Maciej Paruzel

         

Doktor Maciej Paruzel (absolwent Staszica) jest specjalistą chirurgii ogólnej i hirudoterapii. Od 1996 roku pracuje w Ośrodku Replantacji Kończyn, Mikrochirurgii, Chirurgii Ręki i Chirurgii Ogólnej w Trzebnicy. Jest współautor pierwszej w Polsce transplantacji kończyny oraz autorem pierwszej w Europie replantacji palców u pięciolatka. Pełni funkcje prezesa Polskiego Towarzystwa Hirudologicznego, członka honorowego Brytyjskiego Towarzystwa Hirudoterapeutycznego.

 

Jest autorem pierwszej polskiej medycznej książki na temat hirudoterapii („Zarys hirudoterapii praktycznej"). Choć do dzisiaj wielu lekarzy sceptycznie podchodzi do tej formy terapii okazało się, że hirudoterapia wykorzystywana przy replantacji kończyn, palców, skóry w znacznym stopniu przyspiesza proces gojenia. Przystawianie pijawek należy obecnie do procedur medycznych. Ich wykorzystanie powróciło po latach do medycyny.

       



 

 

         

  KRZYSZTOF DAVID MAJUS

         

W laudacji poświęconej panu Krzysztofowi Davidowi Majusowi pani profesor Bendkowska powiedziała między innymi: „Krzysztof David Majus urodził się 9 grudnia 1953 roku w Krupskim Młynie. Był uczniem Staszica w latach 1968-1972. Studiował na Politechnice Warszawskiej i Uniwersytecie Śląskim. Studia ukończył w 1979 roku. W ich trakcie zdobył wyróżnienie „Primus Inter pares”. Jego wyuczony zawód to analityk systemów informacyjnych. We wrześniu 1986 roku wyemigrował do Izraela, gdzie mieszka do dnia dzisiejszego. Ma żonę Grażynę i dwie córki – Olę i Esti. Tyle sucha nota biograficzna… Dlaczego nasze stowarzyszenie spośród wielu kandydatów właśnie Jego postanowiło dzisiaj uhonorować? Wszystko zaczęło się od „Wielkich Oczu”. Pani Mariola Szymura podsunęła mi tę książkę. Książka nie zainteresowała mnie –ona rzuciła mnie na kolana. Po przeczytaniu ostatniego zdania

 

jedna myśl pulsowała w mojej głowie: co to za człowiek, który napiętnowany stygmatem okupacyjnych przeżyć żydowskiej rodziny ojca i własnych bolesnych doświadczeń po 1968 roku potrafi bez nienawiści, szukania winnych i wyliczania krzywd pisać o współistnieniu trzech nacji (Polaków, Żydów i Ukraińców) w małej miejscowości na wschodzie Polski – właśnie w Wielkich Oczach. Pisać o wielowiekowym sąsiedztwie, zgodzie opartej na tolerancji inności każdej z tych trzech nacji. Pisać o czasie kiedy to wszystko diabli wzięli. To jest przesłanie, któremu służy Pan Krzysztof David Majus, działając w trzech krajach – Izraelu, Polsce i USA. W Izraelu tę Jego działalność stanowią tłumaczenia i edytorstwo. W 2008 roku skatalogował i opisał polskie groby na cmentarzach wojennych i cywilnych w Izraelu, za co otrzymał srebrny medal Wojska Polskiego.

 

 

W USA jest prezesem The Wielkie Oczy Foundation. W Polsce pracuje na rzecz opieki nad cmentarzami żydowskimi, renowacji synagog, wykłada w Wyższej Szkole Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu, prowadzi działalność publicystyczną”.

         

  PROFESOR BENDKOWSKA

         

Wygłaszając laudację dla Pani Profesor, świadom jestem, że muszę doznać porażki. Każda osoba, która zetknęła się z Panią Profesor ma bowiem własną opowieść o tym spotkaniu. I są to opowieści przeróżne, ale zawsze niezwykle intensywne i wyraziste. Równocześnie – właśnie dlatego, że spotkanie z Panią Profesor Bendkowską było doznaniem tak intensywnym – każdemu wydaje się, iż wie więcej i wie naprawdę, jaką osobą jest Pani Profesor. Wszyscy podziwialiśmy twórczy umysł i odwagę sądów naszej Laureatki. Ale już nie wszystkim było dane poznać jej odwagę w zmaganiu się z przeciwnościami losu, zdolność rozpoczynania wszystkiego na nowo, porzucania starych ścieżek i wypuszczania się w nieznane. Pragnęła te cechy dostrzec też w swoich uczniach. Od swoich uczniów żądała trzeźwości i niezależności sądów, otwartego i chłonnego umysłu. Oryginałom i dziwakom potrafiła wybaczyć wiele. Przychodzili więc do szkoły „pastuszkowie” i... te „dzieci natury” chciała Pani Profesor nauczyć logiki, krytycyzmu, precyzji myślenia i jasności wyrażania swoich myśli. To wielu niepokoiło a niektórych przerażało. Nic dziwnego... Cóż zostałoby z większości obecnych uczestników życia publicznego, gdyby postawić ich przed tymi wymaganiami, które swoim uczniom stawiała Pani Profesor? A żądała konsekwencji w rozumowaniu, wyciągania wniosków, uważnego słuchania i analizowania wypowiedzi kolegów, wyrazistego komponowania własnej odpowiedzi. Ci, którzy reagowali w sposób schematyczny i, próbując poradzić sobie z wyzwaniem, zwielokrotniali wysiłki, aby przyswoić jak największą ilość historycznych faktów, tylko rozdrażniali Panią Profesor. Bo Pani Profesor nie o fakty szło, lecz o metodę postępowania z nimi. Dzisiaj po latach jej uczniowie nie pamiętają już faktów,

 

ale to właśnie metoda pracy Pani Profesor wywarła na nas wpływ. Wtedy jako dzieci nie zawsze i nie wszyscy rozumieliśmy, że te żądania, które stawiała nam Pani Profesor, wyrażały szacunek dla nas jako ludzi zdolnych do myślenia, wiarę w potencjał, jaki kryje się w młodym człowieku. Rezygnacja z tych wymagań stanowiłaby przyznanie się do porażki i uznanie uczniów za niezdolnych do refleksji. W każdym uczniu, który się z Panią Profesor zetknął, pozostał jej odcisk-piętno. Dla wielu spotkanie z Panią Profesor było doznaniem formującym. Równocześnie Pani Profesor zachowywała podstawową zasadę etycznego nauczyciela – walczyła z uczniem na lekcjach a po lekcjach walczyła już tylko o ucznia. Szanowna i Droga Pani Profesor! Czym byłby Staszic bez „Ryby”? Na pewno byłby dobrą szkołą. Ale nie byłby tą szkołą, którą znamy i z której jesteśmy dumni. Pierwszy kontakt z profesor Bendkowską dla wielu z nas był jak spotkanie z UFO – po takim spotkaniu nic już nie było takie jak przedtem. Bo Pani Profesor wymagała od nas rzeczy niesłychanej – chciała, byśmy myśleli samodzielnie. Do tej pory były mądre podręczniki. Mądre – a czasem mniej mądre – autorytety. I nagle to my sami musieliśmy być mądrzy. Trzeba było wyciągnąć wnioski, których nie było w żadnej książce, powiązać wydarzenia tak, jak nie zrobił tego do tej pory nikt. Nagle okazało się, że bitwa pod Grunwaldem nie odbyła się tylko dlatego, że akurat był rok 1410, albo dlatego, że rycerstwo się nudziło. Że wszystkie postaci historyczne miały swoje motywacje, emocje, pragnienia. Że historia to nie tabelka z datami do zapamiętania tylko dokonania pokoleń, które żyły przed nami. Pani Profesor nie uczyła od dzwonka do dzwonka. Proces pedagogiczny prowadziła nieustannie – także o godzinie 7.59 w

 

 

drzwiach szkoły albo – o godzinie 20 na ulicy Krakowskiej podczas przypadkowego spotkania. I tak zostało do dziś. Także teraz możemy się od niej czegoś nauczyć, choć przesłanie jest wciąż takie samo – mamy myśleć. Zakładając Stowarzyszenie, Profesor Bendkowska powiedziała nam wyraźnie – myślcie o szkole. Myślcie bez niczyjej pomocy, bo nie zawsze można liczyć na kogoś innego niż my sami.

         

  Piotr Guzy

         

„Siedzi przy zgaszonym świetle na krześle, wyglądając z wysokości pierwszego piętra na pustą o tej nocnej porze ulicę. Nazywa się Bytomska i ciągnie się od pobliskiego zamykanego szlabanem przejazdu kolejowego do gimnazjum przy Placu Armii Czerwonej. Jest zabudowana solidnymi dziewiętnastowiecznymi cztero- lub pięciopiętrowymi kamienicami. Kamienice mają ozdobne gzymsy, rzeźbione oprawy okien, u bram wejściowych warują kariatydy, lwie głowy, różne stwory mitologiczne. Nawierzchnia jest z kostki kamiennej, szerokie chodniki z płyt betonowych. Co kilkanaście metrów rosną lipy, które odurzająco pachną na wiosnę. Chłopcem w krótkich portkach wspinał się na nie, zrywał kwiaty, z których parzyło się herbatę.” „Rzecz dzieje się w powiatowym mieście Górczyny Tarnowskie na północno-zachodnim skraju Górnego Śląska”. Głos narratora powieści „Zwidy na wysokościach” autorstwa Piotra Guzego krąży wokół miejsca, w którym się znajdujemy. Dramatyczna historia rozegra się pomiędzy zabytkową willą na Karłuszowcu i parkiem dawnego bractwa kurkowego, pomiędzy gospodą obok zboru ewangelickiego a wysokimi schodami ratusza. Bohaterowie „przeciąwszy na ukos rynek, minąwszy narożną restaurację Sedlaczka, idą teraz podsieniami, czując w całym ciele wilgotny ziąb bijący z tych starych sprzed trzystu lat murów. (...) Spoza witryny zamkniętej i wygaszonej kwiaciarni wycieka gorzkawy zapach mokrej ziemi i kwiatów, coś w tym podzwrotnikowego, coś dzikiego, lubi takie zapachy, rozpoznaje też zapach paproci”.

Piotr Guzy zapamiętał świat dawnych Tarnowskich Gór ze zmysłową wyrazistością. Urodził się 15 maja 1922 roku w kolonii Böhme w Zawadzkim, ochrzczony został tamże sześć dni później w kościele p.w. Świętej Rodziny. Ale już w lipcu jego rodzice przeprowadzili się do Tarnowskich Gór, gdzie otrzymali mieszkanie przy ulicy Nakielskiej 19. Jako sześciolatek zapisany został do Szkoły Ćwiczeń przy Państwowym Seminarium Nauczycielskim, w której uczył się do 1933 roku. W 1933 roku rozpoczął czteroletnią naukę w Męskim Gimnazjum Ogólnokształcącym im. Księcia Jana Opolskiego (czyli w dzisiejszym Staszicu). W domu rodzinnym zachowała się z tego okresu jedyna pamiątka – zdjęcie z wycieczki do Wilna w 1937 roku. Po ukończeniu gimnazjum do wybuchu wojny kontynuował będzie naukę w Państwowym Seminarium Nauczycielskim. We wrześniu 1939 roku w ramach przysposobienia wojskowego wyszedł z miasta z nadzieją, że gdzieś dostaną broń. Po klęsce wrześniowej przez Rumunię, Jugosławię i Grecję dotarł do Francji. Dostał się do wojska polskiego. W szeregach dywizji pancernej

 

generała Maczka walczył we Francji, Belgii i Holandii. Został ciężko ranny pod Bredą, przewieziony do Anglii, gdzie amputowano mu nogę. Po wojnie pozostał początkowo na Zachodzie, studiował ekonomię polityczną i filozofię na Uniwersytecie w Londynie. Założył w Anglii rodzinę, ale w 1949 roku przyjechał z synem i żoną do Polski, zamieszkał w Tarnowskich Górach, pracując w spółdzielni spożywców. Na Uniwersytecie Poznańskim uzyskał stopień magistra ekonomii. Początki swojej twórczości literackiej datuje Piotr Guzy jeszcze na czasy gimnazjalne. Pierwsze teksty drukował w latach pięćdziesiątych, ale twórczość, do której się z dumą przyznaje, datuje od 1957 roku, kiedy to, licząc się z oskarżeniem o działalność antykomunistyczną, uszedł przez Berlin Zachodni i osiedlił się w Anglii. Wiele lat pracował w BBC. Po przeniesieniu się w 1968 roku do Monachium podjął pracę w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, w której pracował do 1978 roku. W 1979 roku zamieszkał w Hiszpanii. Jego najwybitniejszymi tekstami są powieści „Krótki żywot bohatera pozytywnego” (wydana w bibliotece paryskiej „Kultury” i wyróżniona jej nagrodą w 1967 roku), „Stan wyjątkowy” (nagrodzona w 1968 roku przez londyńskie „Wiadomości” jako najwybitniejsza książka pisarza polskiego wydana na emigracji), „Requiem dla Tosi” (z 1990 roku) i „Zwidy na wysokościach” (z 1994 roku). W swojej twórczości Guzy powraca stale do okresu wojennego i czasów kształtowania się systemu komunistycznego. Ale Piotr Guzy ma w swoich powieściach większe ambicje niż przedstawienie obyczajowego i politycznego obrazu lat czterdziestych i pięćdziesiątych. W swojej twórczości Guzy nieustannie odwołuje się do realiów zapamiętanych z Tarnowskich Gór. Ale Piotr Guzy ma w swoich powieściach ambicje większe niż przedstawienie społecznej panoramy powiatowego miasteczka. Żaden pisarz nie funkcjonuje poza konkretnym miejscem i czasem. Każdy ma jakąś Pragę, Drohobycz, Petersburg czy inne Makondo, które ożywiają jego wyobraźnię. Wyobraźnię Piotra Guzego też zamieszkują postacie, kolory, zapachy, kształty doznane intensywnie w dzieciństwie i młodości. Ale Piotr Guzy pragnie przekształcić ten prowincjonalny świat w miejsce, w którym rozgrywają się najważniejsze ludzkie dramaty. Tymi najważniejszymi jego tematami są: dramat wierności skazanej na porażkę; pytanie o motywy, które miałyby skłonić człowieka do działania etycznego w świecie, który nie nagradza działań etycznych, ale i pytanie o koszty, jakie ponosi się, wybierając działanie nieetyczne; refleksja nad ceną kariery,

 

 

zwłaszcza jeżeli tą ceną miałaby być czyjaś krzywda lub zaprzeczenie wyznawanym wartościom; pytanie o źródła dające ludziom siłę w starciu z przemocą. Wyraziście tematy te pojawią się na przykład we fragmencie powieści „Wielkie nieszczęście” – jedna z jej scen rozgrywa się dokładnie pod nami w gabinecie dyrektora szkoły, do którego przychodzą ubecy mający aresztować uczniów. Ich oferta jest „ofertą nie do odrzucenia”: „Słuchajcie dyrektorze, teraz tak. Będziecie ich wywoływali pojedynczo. Każdy zabierze swoje rzeczy i wyjdzie na korytarz. Dopiero jak się drzwi za nim zamkną, odczytacie następne nazwisko. –Skowron czuje się do szpiku kości znieważony. Odczekuje chwilę, aż mu się uspokoi zelżona krew. Próbuje odsunąć od siebie rolę pomocnika katów: -Nie, nie, dyrektorze, wy się od tego nie wymigacie. (...) Patrzą na dół, na szeroki, wykładany kamiennymi płytami chodnik ciągnący się od głównego wejścia do budynku. Widzą ten chodnik poprzez konary drzew”. Piotr Guzy jako pisarz też poniósł konsekwencje wierności swoim wyborom. Jego proza zapewne nigdy już nie zostanie doceniona w takim stopniu, jak na to zasługuje poprzez swoją artystyczną rangę. Nie dotarła bowiem do krajowego czytelnika wtedy, gdy był czas najbardziej jej przychylny, gdy mogła zostać doceniona jako równa w swojej wartości tekstom głośnych pisarzy lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych – Andrzejewskiego, Brandysa czy Konwickiego. Literatura nie jest Sprawiedliwą Panią. Jako polonista mogę tylko powiedzieć: - Szkoda.